piątek, 10 czerwca 2016

Rozdział 24.

-Nie wierzę... To znowu ona- powiedział mi do ucha Leo. Ogólnie to siedzimy w krzakach.
-Kto ona?



Rozdział 24.



-Leo, kto ona?- pytałam, ale chłopak nie odpowiadał i ciągle patrzył na tą dziewczynę.

Była to szczupła blondynka z nogami jak patyki… Jednak by łam ega plastikiem. Rzęsy na pięć centymetrów, niedopasowany podkład na całej twarzy i szminka, której używają typowe dziwki. Na moje oko miała 15 lat.
Leo był tak w nią zapatrzony, że kompletnie nic do niego nie docierało. Poczułam się zazdrosna, jakby się zakochał, czy coś…
-Leo!! Zakochałeś się?!
-C-co? Przepraszam… Wspomnienia, wiesz.
-Ale jakie wspomnienia, kto to jest, do cholery?!
-To… To jest dziewczyna, która… Jest siostrą mojego byłego prześladowcy… I wiem, po co przyszła. Specjalnie sprowokowała Cię, żebym przyszedł razem z Tobą. Pewnie gdzieś tu jest… On i jego banda. Judyta, boję się!
-Leo, spokojnie, wszystko będzie okej. Kiedyś miałam ćwiczenia z samoobrony w szkole, to bardzo proste, musi działać instynkt.
-Ale oni są mega groźni…
-Spokojnie Leo, obronię Cię.- złożyłam na jego ustach pocałunek, on odwzajemnił go.
-Dziwnie to brzmi, że dziewczyna będzie mnie bronić- zaśmiał się.
-No trochę- przytaknęłam.- Jesteś gotowy?
-T-tak.

Wyłoniliśmy się zza krzaków i w tym momencie zauważyła nas dziewczyna.
Klasnęła, a potem pamiętam tylko ciemność…


Przepraszam ludziki za pięć dni spóźnienia! Jednak mi się kara wtedy nie skończyła, ale już jest wszystko okej ;) Wiem, że bardzo krótki ten rozdział, ale w ramach rekompensaty następny pojawi się w weekend.
Luv ya ;*

Judysta

czwartek, 2 czerwca 2016

Rozdział 23.

Na prawdę nie wiem, co mam robić. Mam temu komuś odpisać, czy nie? Iść tam jutro, czy nie? Jeśli nie pójdę, to ' będzie źle', ale jeśli pójdę, to może być gorzej...

Tak bardzo potrzebuję teraz Leo!

Ale zapomniałam, że lepiej jest mu w towarzystwie dziewczyny bez problemów, beztroskiej, z kupą hajsu i takiej, która kocha go nad życie...



Rozdział 23.



10:40... 

Płaczę.

Rzucam się po łóżku.

Wyrywam włosy.

Nie panuję nad sobą.

To chore.

Słyszę pukanie do drzwi. Idę do łazienki, próbuję się uspokoić, jednak marnie mi to wychodzi. Bardzo szybko poprawiam makijaż, rozczesuję włosy i zakładam okulary przeciwsłoneczne, z powodu oczywistego. 
Wychodzę z łazienki i idę do drzwi. Otwieram.

-Boże, co Ci się stało? Czekam tu już 10 minut!-krzyknął Leo mocno mnie przytulając. Leo... Co on tu robi? Przecież Ula jest ładniejsza, mądrzejsza i lepsza ode mnie.
-Po co przyszedłeś?
-Jestem mega głupi! Zachowałem się jak idiota, przepraszam.-powiedział bosko przygryzając wargę...- Idę z Tobą.
-No rzeczywiście głupio się zachowałeś. 
-Płakałaś?
-Co? N... Nie.
-To po co ci te okulary- powiedział i zdjął mi je z nosa. Zakryłam twarz rękami.
-Płakałaś... Nie przejmuj się, myszko. Razem sobie poradzimy i pójdziemy do tego pojeba. Już niedługo.
-Ale co zamierzasz?-spytałam odsłaniając twarz zza dłoni.
-Porozmawiać. Tylko tyle. Dziś.

Nie rozumiałam, co miał na myśli mówiąc "tylko tyle. dziś", ale nie pytałam o to. Bardzo doceniałam to, że przemyślał swoje zachowanie i przyszedł mi pomóc w tym momencie. Przez cały ten czas staliśmy w progu, a teraz weszliśmy do mnie i udaliśmy się do łazienki, żebym się ogarnęła. Pomalowałam się od nowa, uczesałam się porządnie i wtedy była już 11:32. Nikogo nie było w domu, więc zamknęłam dom i poszliśmy pieszo do parku.

***

-Nie wierzę... To znowu ona- powiedział mi do ucha Leo. Ogólnie to siedzimy w krzakach.
-Kto ona?


_____________________
No i tego dowiecie się w nexcie 😂😘

A ten pojawi się 5 czerwca <3

niedziela, 1 maja 2016

Rozdział 22.

Kiedy tak rozmawiali i się śmiali, dostałam smsa z nieznanego numeru... Jego treść to:
"Masz się odpierdolić od Leo, bo jak nie, to nogi z dupy powyrywam. Jutro o 12 w parku, jak nie, to będzie źle"
...


Rozdział 22.


-Leo...
-Słucham.
-Patrz...-powiedziałam roztrzęsiona.
Leo spojrzał na wyświetlacz mojego telefonu i prawie się nie przejął.
-Zazdrosna Bambino, nie przejmuj się -powiedział, po czym znów zaczął rozmawiać z Ulą. Tak świetnie się bawili... Leo nie rozumiał tego, że ja na prawdę się wystraszyłam. Takich smsów nie dostaje się na codzień, no i skąd jakaś 'zazdrosna Bambino' miała mój numer...? Nikt ze szkoły nie wiedział, że Leo to Leo. Więc na prawdę miałam prawo się bać.
-Leo, ale takiech smsów nie dostaje się na codzień... Skąd ten ktoś ma mój numer?-spytałam z niepokojem, by wzbudzić w nim jakiekolwiek emocje wiążące się ze mną, a nie tylko Ulą.
-Nie wiem- odparł szybko, po czym śmiał się z Ulą. Kompletnie ich nie słuchałam, byłam zbyt przejęta smsem.-nie przesadzaj.

Cooo? Nie przesadzaj? Przegiął.

Wzięłam bluzę i szybko wyszłam z jej domu. Pewnie nawet nie zauważyli. Udałam się pospiesznie na przystanek. Kiedy byłam już na miejscu, usłyszałam za sobą głos... Leo.
Swietnie, zobaczy mnie rozmazaną.
-Judyta! Co ty robisz?
-Leo, przegiąłeś! Jak mam nie przesadzać?! Myślałam, że mi jakoś pomożesz, a nie 'nie przesadzaj'! Ja mogę być w niebezpieczeństwie, a ty masz to kompletnie w dupie!
-Ja... Przepraszam.
-Gdzieś mam twoje przepraszam, wracaj do Uli-rzuciłam przez płacz i weszłam do autobusu. Nie raczył wsiąść ze mną.

Całą drogę do domu płakałam. Chłopak, na którym zależy mi najbardziej na świecie mnie wystawił dla mojej koleżanki. Rozumiem, że mogli złapać wspólny język, ale bez przesady. Gdyby nie jego wyśmienity humor, już dawno sprawa byłaby wyjaśniona. Ale nie, bo książę Devries jest najważniejszy i nie raczy się mną przejąć. Tym bardziej, że sprawa dotyczy też jego. Jeśli twierdzi, ż e to tylko jakaś zazdrosna Bambino, to niech się z nią spotka i po problemie. Ale nie, zapomniałam. Przecież on ma to wszystko gdzieś. W końcu mam nie przesadzać...

Ostatnio przypomniałam sobie kilka momentów z mojego 'poprzedniego' życia i wiem, że gdyby nie Ula, to byłabym najważniejsza w tamtym momencie. Tak bardzo przecież przejmował się tym, że się tnę. Gdybym mu powiedziała dzisiaj, to pewnie by się nie przejął.
Nie to nie, nie będę mu wchodzić do dupy. Jeśli woli Ulę, to trudno. Jeśli mu na mnie zależy, tak, jak mówił, powinien przeprosić i szczerze żałować.

Na prawdę nie wiem, co mam robić. Mam temu komuś odpisać, czy nie? Iść tam jutro, czy nie? Jeśli nie pójdę, to ' będzie źle', ale jeśli pójdę, to może być gorzej...

Tak bardzo potrzebuję teraz Leo!

Ale zapomniałam, że lepiej jest mu w towarzystwie dziewczyny bez problemów, beztroskiej, z kupą hajsu i takiej, która kocha go nad życie...
________________________________________________________
Elo melo 3 2 0 <3
Tak jak obiecałam jest rozdział <3
Jakby ktoś chciał, w notce pod next'em dam moje złote myśli XD Wiec pisać tam w komentarzach <3
ILYASM <3

sobota, 30 kwietnia 2016

Rozdział 21. + speszyl

Poszłam pod środek usypiający i na blok. A potem pamiętam tylko biały pokój... Zupełnie taki sam, jak przez ostatni miesiąc...



Rozdział 21.



Co? Czy ja jestem znowu w tym pieprzonym psychiatryku??
Próbuję ruszyć ręką -o, da się.
Jeszcze nie do końca wiem, co się dzieje, jakieś światło mnie oślepia.
Sprawdziłam, umiem ruszać wszystkim.
Kurde jak razi.
Przetarłam oczy ręką i powoli podniosłam sie z łóżka. Strasznie kręciło mi się w głowie.

Aaaaaa lecę!

Prawie się przewróciłam, ale jest okej, szafka mi pomogła.
Jestem... W moim pokoju? Czemu jest biały? I czemu moje łóżko jest takie twarde? I czemu nie mam żadnego bandaża na ręce? I czemu tu świeci jakaś lampa od dentysty?
Co jest grane? Co się do cholery dzieje?!


***


O boże, to był tylko sen!
Usiadłam na łóżku i popatrzyłam przez okno. Tak, to mój ogród. Nareszcie w domu! Wstałam i podeszłam do kalendarza. Dzisiaj 29 kwietnia! Urodziny mojej koleżanki Uli! No dobra, trzeba coś wymyślić... Czy ja mam w ogóle prezent? Coś się kupi. Ona jest Bambino...

Bambino...

Bambino!

Leo!

Omg mam świetny plan!!!
Pójdę do niej z Leo! Ale się ucieszy!
Jestem taka genialna!

Wciągnęłam telefon spod poduszki i napisałam do Leo: "Hej Książę, masz coś dziś w planach? Jeśli nie to potrzebuję Cię u mnie za pół godzinki. xoxo". Po krótkiej chwili otrzymałam smsa: "Coś się stało? Już lecę, princess! ❤ ". Odebrałam to jakby się wystraszył. Więc zapobiegawczo napisałam do niego: "Spokojnie, nic się nie dzieje. Czekam ;* ".
Położyłam się na łóżku i włożyłam do uszu słuchawki. Puściłam Bring Me The Horizon, miałam taką ochotę. Oczywiście przy ich piosenkach wymachuję głową i nogami i drę się bezdźwięcznie - no kto tak nie robi?

Usłyszałam pukanie do drzwi wejściowych. Szybko wyłączyłam muzykę i roztańczona poszlam otworzyć.
Nigdy nie zapomnę miny Leo, gdy zobaczył mnie wymachującą włosami i śpiewającą"True Friends".
-Wszystko z tobą okej?
-True friends... A... Tak- zaśmiałam się.- Wchodź, aj nid help.
-Tfuj perfekt inglisz mnie rozwala.
-No widzisz, jestem jak młotek...

Zaprowadziłam Leo do mojego pokoju i opowiedziałam mu mój plan. Na początku nie chciał się zgodzić, ale potem go przekonałam.

Ula mieszka po drugiej stronie miasta, więc poszliśmy na autobus. Musieliśmy jeszcze iść po prezent, ale w sumie Leo był prezentem...

Kupiłam jej dużą czekoladę i płytę Shawna Mendesa, chciała sobie ją kupić, więc ją wyręczyłam.


Po około godzinie od wyjścia z domu byliśmy na przystanku niedaleko domu Uli. Napisałam do niej żeby posprzątała szybko pokój. Ona odpisała z pytaniem "po co", a ja jej odpisałam "bo zaraz przyjdę z Leo". Ona odpisała: "Chciałabyś, marzycielko 😂 Idę ogarnąć speszyl for "Lijo", ale mi się nie chce, więc się nie spiesz xoxo". Widziałam, że nie weźmie tego na serio. Ale jak zobaczy swojego idola, to się zesra.

Po około siedmiu minutach byliśmy pod jej domem. Leo poszedł schować się za ścianą jej domu, a ja zadzwoniłam do drzwi. Tak, mam numer do drzwi.
-Hejooo! - przytuliła mnie Ula.
-Cześć- przywitałam się.
-Hahah, gdzie ten twój Leo?-zaśmiała się.
-Tam -pokazałam na róg, za którym się ukrywał.
-No dobrze, chodź marzycielko.
-Ale co? Nawet nie sprawdzisz?
-No ok, przejść się mogę.

Po kilku sekundach rozsadziło mi uszy...
-O boże, oooooo omg! Leo! Oooo! Jak?! Omg! O japierdole! Ooooooo! Kocham was!
-Spokojnie, polish queen.
-Omg! Ty mówisz!!! O jaaaaa! To tyyyy!
-Ula, wątpiłaś we mnie-zaśmiałam się.
-Mo... Mogę cię dotknąć?-zapytała
-Nie gryzę.-odpowiedział Leo śmiejąc się.
Po chwili Ula rzuciła się na niego, a on odwzajemnił uścisk.

Po kilku minutach euforii weszliśmy do jej domu. Wręczyłam jej prezent, z którego się ucieszyła, ale nie tak bardzo, jak z Leo- oczywiste. Ula poszła nam nalać picia i zaczęła rozmawiać z Leo. Wiele razy też mi dziękowała, mówiła, że jestem nieobliczalna i tak dalej...

Ua była bardzo szczęśliwa. Leo pewnie też, bo mógł nas uszczęśliwić. Bawili sie świetnie, złapali wspólny język. Leo jednak kłamał, że przyjechał tu tylko na chwilę, a pojutrze wyjeżdża. No i dobrze, nie chcę, żeby Ula mi go wzięła. Oczywiście myślę o tym w żarcie.

Kiedy tak rozmawiali i się śmiali, dostałam smsa z nieznanego numeru... Jego treść to:
"Masz się odpierdolić od Leo, bo jak nie, to nogi z dupy powyrywam. Jutro o 12 w parku, jak niej to będzie źle"
...



______________________________
No hejoooo, dzisiaj troche chyba długi rozdział. Ula w rozdziale na prawdę żyje i na prawdę ma urodziny 29 kwietnia xD Więc dlatego w komentarzach piszemy życzenia dla Uli ❤
Wszystkiego najlepszego! 💚💚💚
Next jutro 😘

środa, 27 kwietnia 2016

Rozdział 20.

Leo przechodząc już przez próg powiedział:
-Obiecuję.
I tyle go widziałam.



Rozdział 20.



Mija już dwudziesty czwarty dzień odkąd Leo mnie odwiedził... Nie dotrzymał obietnicy. Nie wyciągnął mnie stąd. Ma mnie gdzieś. Pewnie poszedł sobie do innej... Chociaż w sumie czemu miałby nie iść? Obiecał mi, że nie pozwoli, by mnie ktoś znowu wsadził do trumny, obiecał też, że mnie wydostanie z tego szpitala.

Obiecał, kurwa.

Mam coraz mniejszą ochotę do życia... Ostatnio pod materacem znalazłam pewne predmioty i liścik. Była tam wiadomość: "To na gorsze dni, twoja Mary"...
Mary dobroduszna gdzieś nade mną czuwa i wie czego potrzebuję.
Tęskniłam za tym uczuciem... Za tym skupieniem przy przecinaniu skóry... Za tym pieczeniem i bólem, który jednocześnie był wspaniały i uzależniał... Za moją dawną przyjaciółką - żyletką.
Jak co dzień położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać. Płacz przychodzi mi bardzo łatwo...
Tym razem jednak wyciągnęłam żyletki spod łóżka i popatrzyłam na nie. Jedna byla taka zwykła, druga była od maszynki jednorazowej, a trzecie było ostrze od strugaczki. Wybrałam tą pierwszą. Chwyciłam ją w palce i przyłożyłam do nadgarstka. Lekko docisnęłam i zrobiłam pierwsze cięcie na ręce. Trochę zapiekło, ale w tamtym momencie się to nie liczyło. Chciałam po prostu umrzeć.
Szybkim ruchem zrobiłam kolejną ranę. Tym razem mocniejszą. Od razu polała się z niej krew. Zaczęłam płakać. Jednak nie zaprzestałam tej czynności, którą robiłam w wielkim skupieniu.
Przyłożyłam ostrze do miejsca, w którym najbardziej widać żyłę. Docisnęłam mocniej niż dotychczas i podcięłam sobie żyłę.
-Judyta! Co ty robisz?!-usłyszałam głos.... Leo!
Widząc go w drzwiach rozpłakałam się i schowałam krwawiącą rękę pod kołdrę.
-Co ty... Pokaż mi to!
-Nie mów lekarzowi...
-Dlaczego to zrobiłaś?!
-Bo obiecałeś...
-Przyszedłem po ciebie właśnie! Boże... Co ty zrobiłaś?! Ty się chciałaś zabić?
-No...
-Boże... Jak ja to mam opatrzeć?-Leo zdjął koszulkę i owinął nią mój nadgarstek.
-Błagam, nie mów lekarzowi.
-Muszę...
-Nie! Błagam, Leo!
-Dobrze, pojedziemy do szpitala i powiemy, że upadłaś na kamienie i się rozcięłaś. A teraz chodź, idziemy stąd. Masz wypis.
-Jeju, tak się cieszę! Dziękuję.
-Skąd ty w ogóle miałaś żyletkę??
-Jakaś dziewczyna zostawiła pod łóżkiem na gorsze dni.-odpowiedziałam mu.
-O boże...
-Leo, dlaczego się nie odzywałeś przez 24 dni?
-Lekarz mi zabronił. Zabronił jakichkolwiek odwiedzin. A zrobił to, bo wie, że ja to ja. Jego córka jest Bambino.
-A to kiepsko...
-No niestety...-rozmawiając zdążyliśmy wejść już do taksówki.
-Do szpitala na Green Street.-powiedzial Leo do taksówkarza.
-O jaaa! Lijondri!-krzyknął z przejęciem szofer.
-No błagam pana... Jedźmy już!
-Dobrze, a czy mógłbym potem zdjęcie? Córka jest bam... Bam...
-Bambino- dokończyłam.
-Tak, właśnie.
-Będzie pan mógł, ale tylko kilka sekund.-powiedzial Leo
-Dobrze, dobrze.
Byliśmy już w połowie drogi. Gdy dotarliśmy na miejsce, Leo i taksówkarz zrobili sobie selfie, a potem poszliśmy szybkim krokiem do rejestracji. Na szczęście byly tylko dwie osoby.
Po zarejestrowaniu się usiedliśmy na krzesełkach. Moja ręka wciąż krwawiła, a Leo był w bluzie bez koszulki. Z widny wyszła jakaś dziewczynka z mamą miała może 11 lat.
-Mamo... Czy to... Leo?
-O jej... Co... Jak to?
-Omg omg omg omg! Leo z BAM!-dziewczynka zaczęła skakać i sie podniecać.
Podeszła do nas i powiedziała:
-Ooo, to ty, dziewczyna Leo... Każda Bambino cię już zna.
-Co?-zapytałam.
-Nooo... Leo wrzucał zdjęcia z tobą i nawet rap na snapie napisał, prawda?
-No tak...-przyznał Leondre.
-Mogę z wami zdjęcie?
-No jasne.-powiedział Leo i po zrobieniu sobie selfie dziewczynka sobie poszła bardzo się jarając. Nie dziwiłam jej się, w końcu marzeniem każdej Bambino jest spotkanie chłopaków czy zdjęcie z nimi.

Ujrzałam w drzwiach lekarza, który mnie zawołał. Kazał Leo zostać więc pożegnałam się i poszłam z lekarzem do gabinetu. Pytal co mi jest, ja mu opowiedziałam, że biegłam i przewróciłam się, a potem przecięłam o kamień. On popatrzył na moją ranę i stwierdził, że jest w nietypowym miejscu i to nie wygląda jak przecięcie kamieniem. Opowiedziałam mu jednak taką bajkę, że uwierzył. Potem powiedzial mi, że trzeba to zszyć, no i poszłam pod środek usypiający i na blok. A potem pamiętam tylko biały pokój... Zupełnie taki sam, jak przez ostatni miesiąc...



_____________________________________
Elo Melo 320 😂
Ten rozdział dłuższy troszkę, ale to przez Kasię, brawo Kasia! 💖 (luj) 😂😂😚😍
Next pojawi się w piątek 💙
ILYASM 💚💚💚💚
Komentować 😚

wtorek, 26 kwietnia 2016

Rozdział 19.

Dzisiaj przyszedł do mnie psychiatra i trochę ze mną posiedział. Ale nie rozmawialiśmy, nie miałam ochoty opowiadać mu mojego życia. I tak mi nie pomoże. Pomóc mógłby mi tylko Leo...



Rozdział 19.



Obudziłam się na tym niewygodnym, drewnianym łóżku. Odruchowo chciałam sięgnąć po telefon-zapomniałam, że go nie mam. Podniosłam się do pozycji siedziącej uderzając się przy tym w głowę o skośny sufit. Zaczełam dzień jak codzień, poszłam po łazienki i przemyłam twarz wodą. Spojrzałam w lustro- podkrążone oczy. W końcu spałam tylko trzy godziny. Ta aura ośrodka mnie wykańcza. Wyszłam z łazienki i przebrałam się. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi i skrzypienie klamki.
-O, młoda dama już wstała. Masz gościa.
-Na praw...-nie zdążyłam dokończyć. Moim oczom ukazał się... Leondre!
-Czeeeeść!-krzyknął biegnąć w moją stronę.
-Leeoooo!-krzyknęłam przytulając go.
-Przepraszam, że się nie odzywałem... Pisałem do Ciebie, ale mi lekarz powiedział, że nie masz telefonu. No i się zjawiłem speszyl for ju.
-Ah ten twuj perfekt inglisz...
-Przypomniałaś coś sobie?-zapytał z nadzieją w głosie.
-No raz śniło mi się, że mnie pocałowałeś pod salą gimnastyczną. Jeszcze miałam sen dzisiaj, że "znalazłam" Cię na korytarzu w mojej szkole.
-Emm... Te sny... To wspomnienia, wiesz? A Twoja szkoła to też moja szkoła-zaśmiał się.
-Coooo? Na prawdę mnie pocałowałeś pod gimnastyczną?
-No tak.
-Aa... Było coś jeszcze?
-No tak.-powiedział patrząc w podłogę.
-A powiesz mi co?
-Nie mogę... Musisz sobie sama przypomnieć.
-Leo... Czy ty wiesz, dlaczego ja jestem w tym ośrodku?
-Nie wiem... Wiem tylko, że oni Cię okłamują. To nie jest ośrodek powypadkowy, bo takie nie istnieją, tylko to szpital psychiatryczny...
-Ale co ja zrobiłam? Leo, powiedz mi!
-Nie mam pojęcia, ale...
-Koniec widzenia dzieci.-przerwał nam lekarz. Czy na prawdę limit odwiedzin to 5 minut?
Leo przytulając mnie dokończył:
-Ale Cię stąd wyciągnę.
-No ruszaj się gwiazdeczko-powiedział poirytowany lekarz. Gwiazdeczko? Czy on wie, że Leo jest sławny?
Leo przechodząc już przez próg powiedział:
-Obiecuję.

I tyle go widziałam.


______________________________________________________________
No hej, dzisiaj troszkę dłuższy rozdział, a wszystko dzięki Guci. Brawo dla Guci w komentarzach!!!
Next za niedlugo :P 

ILYASM <3

poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Rozdział 18.

-Ja bym tam pod ziemią żywcem umarła!-po moim policzku spłynęła łza.
-Ale już dobrze. Nie pozwolę Cię więcej wsadzić do trumny.
-Ale jak to...
-Zobaczysz.-powiedział ponownie mnie przytulając.



Rozdział 18.



Jest tydzień po tamtej dziwnej sytuacji. Od tamtego czasu nie chodzę do szkoły i z nikim się nie spotykam... Siedzę zamknięta w pokoju... W ośrodku. Mam się całkiem dobrze, nie jem, nie piję. Ale to tylko małe szczegóły. Jestem w tym miejscu razem z moimi dwoma siostrami... Weronika miała śmiertelny wypadek, a mama wyjechała do innego miasta z niewiadomych mi przyczyn. Brat jest w areszcie, jest oskarżony o zabójstwo Niki i mój ciężki uszczerbek na zdrowiu.

Odkąd tu jestem, Leondre się do mnie nie odzywa... Ta cała sytuacja jest okropna... Rozpadła mi się rodzina i straciłam kontakt z moim idolem, który przyrzekał mi wierność, a teraz zniknął.

Te wszystkie problemy tak mnie przytłaczają, że znów wróciłam do samookaleczania. Jest tylko jeden problem... Nie mogę wychodzić z ośrodka, chociaż w sumie nie wiem, dlaczego. Ja nic złego nie zrobiłam... Nie mam telefonu i nie mam żyletki. Przecinam sobie skórę paznokciem, bo tylko tyle mam. Tylko czekam, aż dostanę jakąś przepustkę...

Dzisiaj przyszedł do mnie psychiatra i trochę ze mną posiedział. Ale nie rozmawialiśmy, nie miałam ochoty opowiadać mu mojego życia. I tak mi nie pomoże. Pomóc mógłby mi tylko Leo...

____________________________________________________
Przepraszam, że znów taki krótki rozdział, ale brak weny mnie dopada powoli no i choroba atakuje mi mózg xd Dodatkowo nie mam telefonu i nie dodam rozdziału przez kilka dni, no chyba, że wejdę na komputer.

Jeśli się spodobało=komentarz <3

czwartek, 21 kwietnia 2016

Rozdział 17.

Patrzę na wszystkich zebranych ludzi...
Le... Leondre Devries na moim pogrzebie?
Czy to kolejny sen? Ten cały pogrzeb i Leo...To na pewno nie dzieje się na prawdę...




Rozdział 17.




Co za debil wkłada żywego człowieka do trumny??? Stoję w tej kaplicy, wszyscy patrzą się na mnie jak na ducha. No w sumie trochę jestem duchem... Ta cała sytuacja mnie przeraża... Mogłam być zakopana żywcem! O co tu chodzi, przeciez ja nie mogłam umrzeć i zmartwychwstać! Chociaż w sumie... Jezuska?


-Omg! Rwyf wrth fy modd i chi!-krzyknął... Leondre rzucając się na mnie... Co miało znaczyć to wrych wrych wrych hihi? Czy to jest jakiś kosmita?
-Że co?-spytałam podczas uścisku.
-Nie ważne - odpowiedział. W jego głosie dało się słyszeć zatroskanie i smutek, a zarazem radość. I chyba też płakał...
-Czy to na prawdę ty, Bars?
-No tak... Jeju, nadal mnie nie pamiętasz...
-A co miałabym pamiętać? W ogóle dlaczego mój idol jest na moim pogrzebie? Czy to są jakieś żarty?
-Nie, to nie są żarty...-powiedział Leondre odklejając się ode mnie. Miał całą zapłakaną twarz. Nigdy nie widziałam płaczącego Leondre Devriesa...
-Jeejuu, Leo nie płacz... No more tears, there's no need to cry...
-Może i tak, ale to straszne, że chcieli cię zakopać, podczas gdy ty żyjesz...
-No właśnie wiem! Ja bym tam pod ziemią żywcem umarła!- po moim policzku spłynęła łza.
-Ale już dobrze... Nie pozwolę Cię więcej wsadzić do trumny.
-Ale jak to...
-Zobaczysz-powiedział ponownie mnie przytulając.



_____________________________________
No hej, przepraszam, że taki krótki, ale w ramach rekompensaty dodam rozdział w sobotę  💖  W piątek raczej nie znajdę czasu, bo mam dni otwarte w gimnazjum i jeszcze nam ważny konkurs wokalny
Kisski loffki foreverki 💖❤💜
Komentujcie 💙💙💙😉

niedziela, 17 kwietnia 2016

Rozdział 16.

Na prośbę Guci ❤❤❤




Moje życie jest bez sensu! Najlepiej by było, gdybym umarła.




Piiiiiiiii...


Rozdział 16.


Co? Co się dzieje? Gdzie ja jestem? Nie jestem sparaliżowana... Gdzie ja do cholery jestem? Próbuję się podnieść... Ała, moja głowa! Próbuje się za nią złapać... Kurde, gdzie ja jestem?! Nie mogę się swobodnie ruszać! Wszędzie jest ciemno i pachnie... Drewnem?

-Pomocy! Pomocy!- krzyczę.

Nagle słyszę jakieś szepty i głosy przepełnione smutkiem. Ktoś krzyczy:
-O boże, wy też to słyszeliście?
-Ju... Judyta!-krzyknęła jakaś kobieta.
-Szybko! Natychmiast otworzyć trumnę!


COOOO???? CZY JA JESTEM W TRUMNIE????


Czuję, że ktoś gdzieś przenosi mnie i to drewniane pudło. Słyszę, jak uderzają w to pudło czymś ciężkim. Wiele razy byłam na pogrzebach i wiem, że przybijają do trumny gwoździe... Pewnie chcieli je usunąć. Wokół mnie słychać głosy i płacz.

Leżąc tak w tym pudle byłam strasznie przerażona. Co za debil wsadził żywego człowieka do trumny? Kurwa, ja sie pytam!
Przecież ja chyba żyję, skoro mnie chcą wyjąć z... trumny! Nienawidzę tego słowa...


Nagle widzę światło. Oślepiające światło.

-Boże, to cud! Nie wierzę w to!-krzyczała przez łzy moja babcia...? Widziałam ją ostatni raz dziewięć lat temu.


Jacyś mężczyźni wyciągają mnie z drewnianej skrzynki. Patrzę dookoła i widzę, ze jesteśmy w kaplicy. Jak dobrze, że mnie jeszcze nie zakopali! Umarłabym żywcem pod tą ziemią...

Patrzę na wszystkich zebranych ludzi...
Le... Leondre Devries na moim pogrzebie?
Czy to kolejny sen? Ten cały pogrzeb i Leo...To na pewno nie dzieje się na prawdę...


________________________________
No hej, kto się spodziewał takiej sytuacji? Piszcie w komentarzach 😂❤

sobota, 16 kwietnia 2016

Rozdział 15.


Czy to na prawdę Bars?
-No... Tak. Z Bars And Melody. Czyli jednak wiesz kim jestem...?
-Nie wierzę...- po moim policzku spłynęła łza.
-To uwierz, jestem prawie twoim chłopakiem.


Piiiiiiiii...


Ciemność.
Pustka.


Rozdział 15.


Co się stało? Jedyne co pamiętam to sen o moim idolu... I  że jestem w szpitalu...

-Ledwo udało nam się ją uratować, powinna dużo odpoczywać!-krzyczał lekarz wyprowadzając moją mamę z sali. Wiedziałam, że to właśnie oni, bo znam te głosy, logiczne.

A więc super. Leżę po wypadku w szpitalu, mam urojenia na punkcie Leondre z BAM i jeszcze lekarz wyprowadza siłą moją mamę. Mam amnezję i jestem sparaliżowana.
Po prostu zajebiście.



***




Gdy dotarłam pod salę, oparłam się o ścianę i czekałam na Leo. Nagle poczułam ciepło dużych i miękkich rąk na twarzy i widziałam tylko ciemność.
-Zgadnij, kto to.
-Wcale nie słyszę twojego głosu, Leondre.
-Ććććśśśśśś, to nie prawda-zaśmiał się nadal zasłaniając mi oczy.
-Głupek...
Nagle poczułam jego usta na moich. Na pewno należały do niego, tylko on tak bosko całuje. Odwzajemniłam pocałunek.




***

Miałam taki realistyczny sen!!! To strasznie dziwne, już drugi taki... Dzisiaj?
Ile ja właściwie "spałam" tym razem?
Co ja takiego zrobiłam? Czym sobie zawiniłam, że to mnie musiał spotkać taki los?! Dlaczego mnie? Dlaczego nie jakąś Jessice z Los Angeles? Tylko mnie- Judytę z Port Talbot, a w połowie z Krakowa? Dlaczego, kurwa, mnie???
Moje życie jest bez sensu! Najlepiej by było, gdybym umarła.




Piiiiiiiii...

piątek, 15 kwietnia 2016

Rozdział 14.


Na cel objęłam lodówkę. Zasłania ją blat. Ominęłam go i na podłodze ujrzałam...

Wielką plamę krwi i ciało mojej siostry Weroniki.






Rozdział 14.






Ból.
Ciemność.
Pustka.
...
Jasność.

Gdzie ja jestem? Światło mnie razi i nic nie widzę... Pik, pik... Aparatura? Czy ja... Jestem w szpitalu? 
Mrugam oczami i nadal światło mnie oślepia.
Widzę sufit.
Piękny, biały sufit.
Ja... Nie mogę się ruszyć...! Swędzi mnie noga i nie mogę się podrapać...
Co się ze mną stalo, do cholery?!







-O boże, obudziłaś się! Nie zasypiaj, błagam! Ide po lekarza, nie zasypiaj...

Głos jakiegoś chłopaka. Jakoś dziwnie znajomy...

-Dobrze, dziękuję chłopcze -usłyszałam głos jakiegoś mężczyzny. To pewnie lekarz. - A więc już się obudziłaś nasza śpiąca królewno - zaśmiał sie idąc w moja stronę.
Chciałam mu odpowiedzieć, ale mi to nie wychodziło.
Lekarz poświecił mi do oczu latarką, zrobil jeszcze kilka innych medycznych rzeczy i powiedzial mi, ze jestem w szpitalu, zostałam zaatakowana tłuczkiem do mięsa, bylam w śpiączce przez 16 dni i mam wstrząs mózgu, który spowodował paraliż... Powiedział, że to z czasem minie. Poinformował mnie również, że mogę mieć amnezję. Potem wyszedł.
Leżałam tak patrząc w sufit i myślałam nad tym, dlaczego zostałam zaatakowana tłuczkiem... No i kto to zrobił... Przerażała mnie myśl, że na jakiś czas będę sparaliżowaną niepełnosprawną. I że mogę mieć amnezję.
Leżałam i myślałam. Minęły może dwie minuty od wizyty doktora. Usłyszałam skrzypienie drzwi i głos tego chłopaka...
-Jeju, tak się o ciebie martwiłem! Lekarz powiedzial, ze na razie wszystko z tobą okej.
Kim on jest? Dlaczego ten głos wydaje mi się być znajomy i bliski, ale nie rozpoznaję go? Amnezja...?
-Twoja mama jest na korytarzu, śpi... Jeśli chcesz, mogę ją obudzić. Wiem, że jesteś sparaliżowana, ale mrugnij trzy razy szybko jeśli po nią iść.
    Mrugać umiem...
    Mrugnęłam trzy razy i poczułam, ze opadłam z sił. Jakbym przebiegła maraton.
Chłopak poderwał sie z miejsca i wyszedł. Gdy wychodził, krzyczał uradowany "ona rozumie to, co się mówi!". Minutę później usłyszałam, że ktos wchodzi.
-Córeczko... Tak się martwiłam! Jak dobrze, że  Leo czuwał.
Leo...? Co za Leo? Fuck, amnezja.
Próbowałam wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk, chciałam krzyknąć i... zaszeptałam krótkie "aaa". Mama powiedziała szeptem:
"O Jezu Przenajświętszy! " i się rozpłakała.
Znów próbowałam coś krzyczeć:
-Kto to Leo?- w końcu udalo mi sie zadać pytanie.
-Czy ty... Nie pamiętasz go?
-Nie...
-Leo to... Sam ci powie, zaraz go zawołam.-kobieta wstała i udała się do wyjścia. Po chwili na salę wszedł człowiek zwany Leo i usiadł na krześle obok łóżka.
-Judyta, powiedz mi, że to nie prawda... Na prawdę nie wiesz kim jestem?
-Nie wiem...
-Fuck.-wstał z miejsca i chwycił się za włosy.
-Twój głos jest znajomy...-znów udalo mi sie cos wyszeptać, choć w środku zdzierałam już sobie gardło od krzyku.
-Na... Na prawdę?-troche sie uspokoił.
-No więc kim jesteś?
-Jestem Leondre Devries, mam 15 lat i pochodzę z Port Talbot z Walii. Mam brązowe włosy i czekoladowe o...
-Ba... Bars?-przerwałam mu. Czy to na prawdę Bars?
-No... Tak. Z Bars And Melody. Czyli jednak wiesz kim jestem...?
-Nie wierzę...- po moim policzku spłynęła łza.
-To uwierz, jestem prawie twoim chłopakiem.


Piiiiiiiii...


Ciemność.


Pustka...




_________________________
Hej, chciałam przeprosić, ze wczoraj nie bylo rozdziału, ale nie miałam jak go wstawić, a wieczorem usiłując włączyć bloggera z moim mega wolnym Internetem, zasnęłam xd Także tu macie świeży rozdział-cieszcie sie i radujcie xd
Komentarze motywują 😉❤

wtorek, 12 kwietnia 2016

Rozdział 13.


-Dziekuje, Leo. Dziękuję, że mi powiedziałeś. Dziękuję, że po prostu jesteś.
Pocałowałam go w usta. Potem wstaliśmy z krawężnika i powróciliśmy do gry w pytania.








Rozdział 13.








-Ty zadałaś trzy pytania, to teraz ja. I niema wykręcania się.
-Mam się bać?
-Nie musisz- powiedział Leo sztucznie się uśmiechając. Posmutniał po moich ostatnich pytaniach. Widać, ze to dla niego bardzo trudne.
-Pytaj o co chcesz, mój drogi.
-Czemu się tniesz? Przez kogo to? Jakie masz problemy?
Nienawidzę go. Poruszył najdelikatniejszy temat w moim życiu. Po moim policzku mimowolnie spłynęła łza.
-Proszę, nie płacz i odpowiedz. To jest dla mnie mega ważne.
-Sama tego chciałam...
Wzięłam głęboki oddech i powoli zaczęłam mówić:
-Mam problemy w domu. Nikt mnie nie lubi i na daremno zużywam cenne powietrze.-znów jedna łza wydostała się spod lewej powieki.
-Ale... Przez kogo?
-Przez brata... Mam trzy siostry, on bije każdą z nich i mamę. Mnie nie, bo odrabiam mu zadania. W szkole też byłam prześladowana... Ale przepisałam się tutaj.- kolejna łza spłynęła po moim policzku.
Leo miał przerażenie w oczach. Przytulił mnie chyba najmocniej jak umiał. Ja wybuchłam płaczem w jego ramionach.
-Proszę, nie płacz. To mnie strasznie boli. Nie możesz płakać. Łzy nic nie dadzą, pamiętaj. Ja nie płakałem.
-Nie płakałeś?
-Nie. Kopałem w ścianę i rapowałem.
-Ja śpiewam... Ale nie pomaga.
-Bo robisz to na siłę. Musisz robić coś, co ci pomoże, coś, co kochasz.
-Ale ja kocham śpiewać!
-Nie wątpię, bo ślicznie śpiewasz, ale wiesz, o co mi chodzi.
-No wiem, Leo.
Brunet odprowadził mnie pod dom, sam mieszkał tylko dwie przecznice dalej. Na pożegnanie pocałował mnie w czoło i powiedział "Stay Strong My Little Princess".

Weszłam do domu. Nikogo nie było. Dziwne, bo raczej zawsze ktoś jest. Trochę zgłodniałam i poszłam do kuchni. Po drodze puściłam z telefonu  "Stay Strong".
Na cel objęłam lodówkę. Zasłania ją blat. Ominęłam go i na podłodze ujrzałam...







Wielką plamę krwi i ciało mojej siostry Weroniki.

poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Rozdział 12.

Leo pocałował mnie szybko w usta i powiedział: "Będę czekał pod gimnastyczną", a potem poszedł do swojej klasy. Gdy wchodzilismy, posłałam mu calusa w powietrzu, a ten się uśmiechnął i przygryzł wargę.
Boże, on to tak świetnie robi...





Rozdział 12.





Po nudnej lekcji spędzonej na pisaniu sms'ów z Leo, moim ukochanym, udałam się w stronę sali gimnastycznej. Z naszych wiadomości dowiedziałam się, że umówiliśmy się tam, żeby po prostu iść razem do szatni, bo i ja i on właśnie skończyliśmy zajęcia na dziś.
Gdy dotarłam pod salę, oparłam się o ścianę i czekałam na Leo. Nagle poczułam ciepło dużych i miękkich rąk na twarzy i widziałam tylko ciemność.
-Zgadnij, kto to.
-Wcale nie słyszę twojego głosu, Leondre.
-Ććććśśśśśś, to nie prawda-zaśmiał się nadal zasłaniając mi oczy.
-Głupek...
Nagle poczułam jego usta na moich. Na pewno należały do niego, tylko on tak bosko całuje. Odwzajemniłam pocałunek. Gdy skończyliśmy, Leo odsłonił mi oczy i poszliśmy do szatni. Po przebraniu butów wyszliśmy ze szkoły. Szliśmy przez chwilę w niezręcznej ciszy.
-Leo... Nienawidzę niezręcznych cisz.
-Ja też -zaśmiał się w odpowiedzi.- Zagrajmy w pytania.
-Okeej... A jaki zakres pytań?
-Zależy od ciebie.
-Ok, to ja hardcore, lecę na całość.
-No to  ja też. Zaczynasz.-powiedział i chwycił mnie za rękę.
Zadawałam mu wiele pytań, na których odpowiedzi nie znała żadna bambino.
Leo zaś nie należał do żadnego fandomu Judino, czy coś takiego, jego pytania były raczej podstawowe.
W końcu przyszła moja kolej.
-Leo... Co z Charliem? Czemu nie spędzacie razem czasu? Co się stało?
-Ej... Ja potem też trzy.
-No okej, ale odpowiedz.
Leo wziął głęboki oddech i zaczął:
-Ostatnio mamy w zespole kryzys. Charlie się chciał trochę zabawić. Pewnego wieczoru była impreza, z której wrócił koło trzeciej w nocy. Wtedy u niego nocowałem. Czekałem na niego, strasznie się martwiłem, bo nie odbierał telefonu. Karen pojechała go szukać po mieście. W końcu zjawił się w domu. Biło od niego alkoholem już z kilku metrów. Zacząłem wypytywać go jak żona męża, kiedy sie nawali i wróci za późno do domu. Po chwili jednak doszedłem do wniosku, że żeby z nim pogadać, to musi trochę wytrzeźwieć. Odesłałem go więc na górę i zadzwoniłem do Karen, że się znalazł. Kiedy szedł po schodach, krzyknął "niezły koks", a potem poszedł do łazienki zwrócić.
-O boże... Czyli sie naćpał...?
-Na to wyglądało. Mówić ci dalej, czy to nudne?
-Oczywiście, że mówić.
-No ok... Kiedy Karen wróciła, poszedłem spać.  Obudziłem się około 11, wszyscy spali. Jak dobrze, że Brooke spała u koleżanki... Zrobiłem sobie śniadanie i sie ogarnąłem, potem poszedłem do pokoju Charlsa i próbowałem go obudzić. Po kilku minutach poszedłem po konewkę i go oblałem. Wyskoczył z łóżka jak poparzony, krzyczał, że jestem popierdolony i tak dalej... Gdy się troche opanował, spytałem go, czy wie gdzie wczoraj był. On powiedzial, ze nic nie pamięta. Dzień później oglądaliśmy film. Charlie nie mógł się na nim skupić. Trzymał się za głowę. Nagle krzyknął "boże, tak  was przepraszam...!" i pobiegł przytulić mamę. Potem wypytywaliśmy go o tą imprezę, i wyszło na to, że coś ćpał, ale nie wie co.
Przez następne dni chodził smutny i taki nieobecny... To nie był ten sam Charlie, radosny i dowcipny. Wszystko zmieniło się po tamtej imprezie... On... Nie umie śpiewać. Nie wychodzi mu to kompletnie... Coś mu się stalo ze strunami głosowymi... Lekarz powiedzial, ze nigdy nie bedzie tak, jak kiedyś...
-O boże, Charlie już nie będzie śpiewal?!
-Najwyraźniej...
-Japierdole...!- chwyciłam się za włosy... Mój idol już nigdy nie zaśpiewa przez jakąś pieprzoną imprezę!!! Można powiedzieć, że w tamtym momencie świat mi sie zawalił... Usiadłam na krawężniku i sie rozpłakałam.
Ostatnio za dużo płaczę...
Leo usiadł koło mnie i powiedział:
-Don't cry, you are so beautiful. Stay Strong My Polish Queen.- a potem mnie przytulił.
Bardzo mi to pomogło.
-Dziekuje, Leo. Dziękuję, że mi powiedziałeś. Dziękuję, że po prostu jesteś.
Pocałowałam go w usta. Potem wstaliśmy z krawężnika i powróciliśmy do gry w pytania.





c.d.n.

czwartek, 31 marca 2016

Rozdział 11.

-Alex, prosze cie!- krzyknęłam kiedy chłopak objął mnie w talii. Co on sobie myślał?!

O nie! Dodatkowo zobaczył to Devries!!

Co ja robię ze swoim życiem...?




Rozdział 11.




Uciekłam stamtąd. Właśnie próbował mnie pocałować chłopak, którego kompletnie nie znam... I widział to mój idol, który mnie kocha (a ja jego...). Moje życie jest bez sensu... Nadal zastanawiam się, dlaczego los wybrał mnie , a nie na przykład jakąś inną dziewczynę z Port Talbot. Lub innego miasta.

Dlaczego ja?


Kiedy tak znów biegłam przed siebie, nie wiem, który raz w tym dniu, wpadłam na nauczyciela fizyki.

-Gdzie ci się tak spieszy? Zadanie odrobione? Przypominam, że dziś kartkówka.

A ten znowu o tym samym... Nauka, nauka, nauka...

-Właściwie to lubię sport, dlatego biegnę... A zadanko mam.

-Dobrze, poćwiczysz sobie po szkole, panno Honkisz.

-Przepraszam.

-Leć już, mam dyżur.

Pobiegłam w stronę toalet. Miałam chwytać za klamkę, kiedy nagle pomyślałam, że to bez sensu. Wzięłam głęboki wdech i powolnym krokiem udalam się w stronę klasy. Niestety Devries miał na przeciwko. Przyszłam pod klasę i usiadlam pod ścianą. Zamknęłam oczy.

-Na jakim etapie miłości jesteście? Myślałem, że to mnie kochasz...

Nie... To Devries.

-Leo... On jest nie normalny. Rzucił się na mnie, a ja nie moglam wydać z siebie żadnego dźwięku...

-Tłumacz się jak chcesz, ale ja widziałem, jak na niego patrzyłaś.

-Jesteś zazdrosny...?

-Tak! Bo cię kocham!

-Leondre... Ja też cię kocham najmocniej na świecie... Ale dlaczego akurat ja?

-Bo jesteś wyjątkowa.

-Dlaczego? Nikomu na mnie nie zależy, tylko Tobie... Czemu???

-Bo inni nie widzą tej prawdziwej ciebie. ale jak zaspiewasz na balu, to zmienią zdanie.

Coooo? Czy on ma na myśli bal na koniec toku?

-Co? Jaki bal? Ja nie umiem śpiewać.

-Bal na koniec roku. Umiesz śpiewać, widziałem twoje covery..

-Jakie cove...

-Z facebooka.
-Ale...

-I do tego rapujesz lepiej niż ja...
-Leo przestań. Ja nawet niemal poczucia rytmu.
-Jak to nie? Ja się na tym znam i mówię, że jesteś bardzo zdolna. oprócz całej ciebie zakochałem się również w twoim ślicznym głosie.
-Leo... Dziękuje, ale to wsgstko nie prawda.
-Judyta... Zostaniesz moją księżniczką na balu?- spytał nagle chłopak.
-O... Oczywiście!- krzyknęłam i pocałowałam go w usta.
-Ja nie mogę... Jakie twoje usta są nieziemskie- powiedział Leondre po skończonym pocałunku.
-Dziękuje, mój książę.
-Ależ proszę, milejdi
-Głupek
-Ale twój.
-Mój, mój.

Dzwonek.

Leo pocałował mnie szybko w usta i powiedział: "Będę czekał pod gimnastyczną", a potem poszedł do swojej klasy. Gdy wchodzilismy, posłałam mu calusa w powietrzu, a ten się uśmiechnął i przygryzł wargę.
Boże, on to tak świetnie robi...

niedziela, 27 marca 2016

Rozdział 10.


Rozdział 10.




-Co?- powiedziałam zdezorientowana. Nadal myślałam, czy powiedziałam wcześniejsze słowa na głos. Usłyszałam to, co powiedział Leondre. Postanowiłam jednak udawać głupią. - Co mówiłeś...?
-Eee... Pytałem, jaką masz teraz lekcję.- odpowiedział kierując wzrok na podłogę.
-Leo... Ja też cię kocham.- po tych słowach odwróciłam się na pięcie i poszłam do klasy. Kiedy wchodziłam, kątem oka widziałam Leo. Stał z wybałuszonymi oczami i nieobecnym wzrokiem patrzył w drzwi od mojej sali. Kiedy weszłam do klasy, uśmiechnęłam się pod nosem.
Nie mogę uwierzyć w to, że Leondre Devries powiedzial, że mnie kocha. Nie, to tylko sen. Bardzo dlugi i piękny sen. Bo niby dlaczego on doszedł akurat do mojej szkoły, niby dlaczego nikt ze szkoły nie wie, że on jest sławny, niby dlaczego on chował się na tym korytarzu i ja przez głupią bójkę go znalazłam, niby dlaczego on chcial ze mną gadać, niby dlaczego mnie polubił, niby dlaczego tak mu na mnie zależy i niby dlaczego powiedzial, że mnie kocha? A może to mój brat jakoś go zastrasza, żeby kłamał i żeby się na siłę do mnie odzywał? Nic z tego nie rozumiem... I dopóki geografia się nie skończy, to niczego się nie dowiem... Mogę tylko gdybać.
45 minut minęło, ale chyba po kilku godzinach... Ciągle myślałam nad tym, dlaczego los wybrał właśnie mnie. I nurtowało mnie też jedno pytanie: co z Charlie'm?
Gdy zadzwonił dzwonek na przerwę, schowałam książki do plecaka i kiedy miałam spakować też piórnik, to potrącił mnie niechcąco jakiś chłopak z mojej klasy. Nie interesuję się nimi... Ich imionami, tym, kim są... Skoro oni nie przejmują sie mną, to dlaczego ja mam przejmować się nimi?
Byłam przyzwyczajona do potrącania przez ludzi. Jednak po chwili czułam, ze wylądowałam na podłodze. Ale on musiał być silny, żeby przewrócić takiego słonia, jak ja.
-Matko święta, przepraszam! Nic ci nie jest?-podbiegł do mnie mój oprawca. Spojrzałam w jego oczy. Cudowne, niebieskie oczy...
-Nie... Dzięki za troskę...
-No spoko... Jestem Alex... Jak pewnie zauważyłaś jestem tu nowy.
Co? Ja coś zauważyć? W życiu. Nie chciałam zrobić mu jakkolwiek przykrości i skłamałam:
-Tak... Judyta.
-Boże, jaki ja głupi jestem. Chodź, pomogę ci wstać.- wyciągnął do mnie rękę.
-Poradzę sobie.- sama wstałam i odgarnęłam włosy, które osunęły mi sie wczesniej na policzek.
-Jeju, ty gryziesz?
-Co? Ja? Nie, przepraszam...
-Wystraszyłem się, bo jesteś strasznie oschła... O jezu, po co ja to mówiłem...
Zawstydził się i dotknął ręką kark.
-Przepraszam, taka bywam.- powiedziałam wkładając piórnik do plecaka. Staralam się być miła.
-Okej... -powiedzial śmiejąc się pod nosem.
-Alex... Nie wiem, czy to dobry pomysł, żebyś ze mną gadal... Jak sie ludzie dowiedzą, że gadasz z najbardziej znielubianą osobą w szkole, to też bedziesz znielubiany.
-No i? Fajna jesteś, co takiego niby zrobiłaś?
-Nie wiem... Chcesz, to pogadamy po szkole, bo boję się o twoją reputację.- powiedziałam kierując sie w stronę wyjścia. Na korytarzu zobaczyłam Leo...
-Zaczekaj!- powiedzial do mnie Alex chwytając mnie za bark. Ja jedynie wzięłam jego rękę z mojego barku i rzuciłam: "besos!", a potem udając, że nie widzę Leo wyszlam z klasy.
Nagle poczułam, że wznoszę się nad ziemie. Poczułam ciepło na moich biodrach i automatycznie zaczęłam piszczeć.
-Nie dryj sie tak.
-Boże, Leo, to ty...
-Tak. Hello it's me. Kto to był?-spytał ze zdenerwowaniem w głosie. - I dlaczego powiedziałaś mu "besos"?!
-Leo, uspokój się. Aha, nie odpowiedziałam na twoje pytanie, miałam giegre.
-Czy ty na prawdę powiedziałaś to, co usłyszałem?
-Tak, powiedziałam giegra. Gy, i, e, gy, ry, a.
-Czy ty mnie ko-chasz?
-Tak, ja cie ko-cham.
Ups! Co ja powiedziałam?
-Postaw mnie na ziemię, proszę!
-Ok, ale jak będę cię mógł pocałować.
Mina mi trochę zrzedła. Nie byłam pewna czy tego chce, nie miałam pewności, czy za kilka sekund sie nie obudzę. Popatrzyłam głęboko w te śliczne, czekoladowe oczy, a potem na jego usta. Wyszeptałam: "ok..."
Leo postawił mnie z powrotem na podłogę i popatrzył w moje oczy. Uniósł delikatnie mój podbródek i wpił sie w moje usta. Bylo tak cudownie... Zaraz, zaraz... Przecież ja właśnie całuję się z moim idolem!
Odsunęłam się od Leo i znowu uciekłam. Boże, dlaczego ja jestem taka głupia?
Schowałam sie za pobliską ścianą. Trosze zmęczona osunęłam sie na podłogę.
-Czyli jednak masz chłopaka?
-Oo, jeju, to ty. Wystraszyłeś mnie - ujrzałam przez sobą Alexa. - Nie, to nie mój chłopak...
-A to dobrze się składa, wiesz?
-No nie wiem... Nie wiem, co masz na myśli. - zaśmiałam się.
-Ja myślę, że wiesz.
-No a jak wiem, to co?
-To... - powiedzial podchodząc do mnie...
-To?
-To...
Był coraz bliżej. Patrzyliśmy sobie w oczy. Jego oczy... Ten przepiękny błękit...
-Alex, prosze cie!- krzyknęłam kiedy chłopak objął mnie w talii. Co on sobie myślał?!
O nie! Dodatkowo zobaczył to Devries!!
Co ja robię ze swoim życiem...?






--------------------------------------------
Pozdrawiam Patke 😚😚😚😘😘😘😍😂😂😂💖💖💖💜💜💜❤💚💙
Kc królewno 😚😚😚

sobota, 26 marca 2016

Rozdział 9.

Rozdział 9.




-C... Co ty powiedziałaś?- Leo chwycił mnie za ręce i popatrzył mi głęboko w oczy. Widziałam w jego spojrzeniu ogromny smutek.
-Leo... Ja...
-Nie mów nic...
Przytulił mnie bardzo mocno. Tak jakby to on potrzebował wsparcia... Ja w jego ramionach wymiękłam i zaczęłam cicho szlochać. W sumie nawet nie wiem, czemu. Przy nim czuję się tak bezpiecznie...
Po chwili Leo wyszeptał mi do ucha:
-Księżniczki nie powinny robić sobie krzywdy...
-Ale ja nie jestem księżniczką - odpowiedziałam nadal płacząc. Nic innego nie przychodziło mi do głowy.
Leo przerwał uścisk i znów spojrzał głęboko w moje oczy. Zobaczyłam, że płakał.
-Każda dziewczyna jest księżniczką, a ty w szczególności. Nie możesz tak mówić. Czemu w ogóle takie coś przyszło ci do głowy?
-Nikt mnie nie chce... Nie zasługuję na nikogo. I nie kłam mówiąc, że kazda dziewczyna jest księżniczką, bo na moim przykładzie można stwierdzić, że nie każda.
-Nie mów tak... To nie prawda.
-Prawda. Nikt mnie nie potrzebuje. Nikt mnie nie kocha i nigdy nie pokocha.
Uciekłam od niego. Biegłam przed siebie nie zważając na nic. Nie chciałam, żeby Leo się nade mną litował. Nie chciałam, żeby ktokolwiek się nade mną litował.
Biegłam przed siebie i wbiegłam do damskiej toalety. Zamknęłam się w kabinie. W tamtym momencie zaczęłam być na siebie zła. Uciekłam od chłopaka, który się mną jakkolwiek przejął, do którego chyba coś czuję... Z drugiej strony to może być tylko głupi żart. Przecież do tej pory nikomu na mnie nie zależało. Wszyscy mieli mnie po prostu gdzieś. Dziwne jest to, że mój największy idol się mną przejął. Zbieg okoliczności? Nie wydaje mi się. Zaczynam mieć coraz większe podejrzenia, że ktoś sobie robi żarty lub po prostu to tylko bardzo długi, piękny sen.
Po kilku minutach siedzenia w toalecie zadzwonił dzwonek. Wyszłam z pomieszczenia i udałam się w stronę mojej klasy. Ciągle myślałam nad tym, dlaczego Leondre Devries próbuje się ze mną zaprzyjaźnić.
Czekałam pod klasą na nauczyciela, aż tu nagle poczułam czyjś oddech na karku. Szczerze powiedziawszy przestraszyłam się. Niepewnie się odwróciłam...
-No nie... Devries... O boże, powiedziałam to na głos?
Na te słowa Leo chwycił mnie za ręce i spojrzał w moje oczy wzrokiem pełnym troski.

-Ja cię kocham.

poniedziałek, 21 marca 2016

Rozdział 8.

Rozdział 8.






Po nudnej lekcji historii udałam się w stronę naszego korytarza. Stanęłam przed drzwiami i czekałam na Leo. Wyjęłam z kieszeni słuchawki i włączyłam... Bars & Melody.  Zupełnie nieświadomie. Oparłam się o ścianę i zaczęłam przeglądać zdjęcia. Miałam ich setki... Prawie wszystkie to zdjęcia i memy moich idoli. Właśnie... Nie zapytałam, co z Charlie'm...
Kiedy tak czekałam oparta o ścianę uśmiechając się na widok śmiesznych memów, usłyszałam głos Marka i Diany... Głośność nie byla największa. O nie, tu nieda sie ukryć... Stałam i czekałam na rozwój sytuacji. Kiedy nastolatkowie mnie zauważyli, przyspieszyli kroku i po chwili stali kolo mnie.
-A ty co? Czego tu szukasz, wieśniaku?!- krzyknęła Diana popychając mnie. Chciałam coś powiedzieć, ale Diana zamachnęła się i uderzyła mnie w twarz.
-Zostaw ją...- powiedzial niechętnie Mark.
-Spierdalaj stąd! Słyszysz?- krzyknęła ponownie. Ja szybko pozbierałam z ziemi rozwalony telefon i z bolącym policzkiem wybiegłam z korytarza. W pewnym momencie sie rozpłakałam i nie widziałam, gdzie biegnę. Zalana łzami wpadłam do damskiej toalety i zamknęłam się w jednej z kabin. Nadal płacząc wyjęłam z kieszeni korpus, baterie i obudowę ode telefonu i szybko te części złożyłam w całość. Na szczęście komórka sie nie zepsuła. Napisałam sms'a do Leo:
"Leo... Uciekłam z korytarza... Diana i Mark... Ja sie boję, prosze, pomóż mi, będę kolo stołówki xoxo"
Po chwili dostałam od niego wiadomość:
"Księżniczko, co oni ci zrobili? Już pędzę, trzymaj sie xxx"
Bardzo ucieszyłam sie na tą wiadomość, wyszlam z kabiny i spojrzałam w lustro. Bylam rozmazana więc poprawiłam makijaż i w pośpiechu udałam się w stronę stołówki. W oddali widziałam Leo. Łzy napłynęły mi do oczu, sama nie wiem czemu. Pobiegłam do chłopaka i mocno go przytuliłam wybuchając łzami.
-Co się stało? Nie płacz, proszę...- powiedzial przytulając mnie mocniej.
-Mój policzek...- wyszeptałam. Leo odsunął się ode mnie i trzymając mnie za ramiona spojrzał na moją twarz.
-Boże... Masz cały czerwony policzek, co oni ci zrobili?! Mów, proszę!
-D.. Dobrze...- powiedziałam trochę  się uspokajając. Po kilku sekundach zaczęłam mówić:
-Bo... Ja czekałam na ciebie przed drzwiami od strychu... I wtedy oni przyszli... I Diana sie na mnie wydarła i mnie uderzyła, a potem uciekłam, bo kazała 'spierdalać'...
-Jejku... Jak ich dorwę, to się nie pozbierają...- powiedzial Leo z zaciśniętymi zębami. Przytulił mnie i pogłaskał po głowie.
-Dziękuję, że jesteś. - wyszeptałam.
-To ja dziękuję.
Po kilku sekundach spytałam, co  robimy. Leo odpowiedział, że musze jakoś zamaskować ślad po uderzeniu. Chwycił mnie za rękę i zaprowadził do toalety. Usiadł przed drzwiami i powiedzial, ze bedzie mnie pilnował. To bylo takie słodkie...
Weszłam do toalety i spojrzałam w lustro. Rzeczywiście mój policzek rzucał się w oczy. Nałożyłam podkład i puder. Jakoś to wyglądało. Po chwili wyszłam z toalety i Leo poderwał sie z ławki. Znowu chwycił mnie za rękę. Szliśmy korytarzem w niezręcznej ciszy, aż w końcu na końcu korytarza Leo powiedzial do mnie:
-Pokaż ręce...
-Leo...
-Proszę... Pokaż mi ręce- powiedzial bardziej stanowczo.
- Nie.
-Tylko nie mów, że... - nie dokończył. Popatrzył w podłogę. Zamyślił się i po chwili dokończył-... się cięłaś.
Widać było, że trudno przechodzi mu to przez gardło.
-Nie, Leo... Nie cięłam sie... - tym. razem to ja popatrzyłam w podłogę.
-Nawet nie wiesz jak mnie to cieszy- powiedzial z ulgą.
-Nie cięłam się... Robię to w czasie teraźniejszym...




------------------------------------------------
No hej, ten rozdział jest chyba najdłuższy z dotychczasowych... Pamiętajcie, komentarze bardzo motywują :) Włączyłam dodawanie komów z anonima 😂

sobota, 12 marca 2016

Rozdział 7.

Rozdział 7.






-Widziałeś tą nową?
-No... Masakra, straszna pokraka...
-Pokraka to mało powiedziane.
-No... Ma krzywe nogi
-Chyba krzywy ryj - zaśmiała się dziewczyna
-Heh no ryj też - dołączył do niej chłopak. Zaraz, zaraz. Ja znałam ten głos... To był głos przewodniczącego szkoły... Ale to niemożliwe. On i  takie słowa?
-Co robimy? Leo, boję się... -wyszeptałam. Leondre nie odpowiedział, tylko zgasił światło i wziął mnie za rękę. Schowaliśmy się pomiędzy kartonami za drzwiami.
-Spokojnie, to tylko Mark ze swoją siostrą.- wyszeptał trzymając mnie za rękę.
-A co jak nas znajdą?
-Nic, a co ma być?- spytał chłopak, ale wyczuwałam lekki niepokój w jego głosie.
-Nie wiem... Mam przed oczami czarne scenariusze.
-No to znaczy, że się rozmazałaś, o ile twój tusz jest czarny- zaśmiał się Leo- a teraz ćśśśśśś- przyłożył palec to swoich ust. Skuliliśmy się i byliśmy niezauważalni.
-Mark... A co jak ktoś się dowie...?- spytała dziewczyna zapalając światło.
-Niby kto się ma dowiedzieć? Myślą, że jesteśmy tylko rodzeństwem.
-Ale... Co z twoją reputacją? I z reputacją taty?- pytała dziewczyna. Nurtowało mnie jedno pytanie,  a mianowicie co Mark miał na myśli mówiąc "myślą, że jesteśmy tylko rodzeństwem". Aha, Mark i Diana to dzieci dyrektora.
-Jebać to. I tak gówno robię w tej budzie. Najważniejsze, że mam ciebie, siostrzyczko.- popatrzył jej głęboko w oczy i... pocałował. Całowali się namiętnie przez dłuższą chwilę, aż w końcu dziewczyna go odepchnęła i powiedziała:
-Mark, ja już tak dłużej nie mogę...
-Wytrzymaj... Jeszcze kilka dni.
-Okej... Chodź już na dół. - powiedziała dziewczyna chwytając Marka za rękę. Kiedy wyszli z pomieszczenia, mogliśmy juz wyjść zza kartonów.
-Co tu się odpierdoliło?- spytał Leo trzymając się za głowę.
-Nie mam pojecia...
-Czy Mark i Diana...
-Oni ukrywają...
-Ale jak.. Przecież to rodzeństwo...
-I czemu ma wytrzymać kilka dni?- wymienialiśmy tak zdania, aż w końcu stanęło na moim pytaniu. Leo próbował się zastanowić, ale przerwał mu dzwonek na lekcję. Chwycił mnie za rękę i wyszliśmy ze strychu. Zeszliśmy po schodach.
-Dziwne to...- powiedział.
-No... Musimy się dowiedzieć, o co chodzi...
-Koniecznie. Przyjdź tu na następnej przerwie okej?
-Okej. Pa Leo.
-Do zobaczenia- znów pocałował mnie w policzek... Potem radośnie pobiegł w stronę swojej klasy. Ja udałam się na historię. Ciągle myślałam nad tym jednym zdaniem wypowiedzianym z ust Marka... "wytrzymaj jeszcze kilka dni"... Nie rozumiem tego wszystkiego. Może na następnej przerwie uda nam sie znów coś podsluchać?

czwartek, 3 marca 2016

Rozdział 6.


Rozdział 6.






Zakrył mi oczy ręką i gdzieś mnie prowadził.
-Uważaj, schodek - mówił co chwile. Zastanawiałam się, gdzie idziemy, skoro tyle tam "schodków".
Po chwili stanęliśmy i odsłonił mi oczy. Tak i tak było tam ciemno i nic nie widziałam... Nagle zaświeciło sie światło i zobaczyłam, że byliśmy na jakimś strychu. Zapytałam Leo, po co tu przyszliśmy. On odparł, że chcial mi coś pokazać. Chwycił mnie za rękę i otworzył kolejne drzwi. Na ścianach były różne napisy i cytaty. Nie było tam prawie wolnego miejsca. Prawie. Leo podszedł do tego wolnego miejsca i pokazał mi serduszko, w którym byl tylko plus. Wyjął z kieszeni marker (nie wiem, skąd on miał w kieszeni marker) i napisal przed plusem "Leondre". Po tym odwrócił się do mnie i sie uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech ale nie wiedziałam, o co mu chodzi. Zauważył moją dezorientację i podał mi marker. Zrobilo mi sie gorąco.
-Czemu się rumienisz?- zapytał
No super... Mój idol każe napisać mi moje imię obok jego w serduszku... Z jednej strony się cieszyłam, a z drugiej znaliśmy sie tylko trzy godziny... To znaczy on mnie. Ja już dawno go znałam.
-Ale... Leo... Jesteś tego pewny...?
-Tak. Tylko ty mnie lubisz i rozumiesz.
Zrobilo mi sie ciepło na sercu i podeszlam do ściany. Po chwili zawahania napisałam moje imię. Wyciągnęłam do  Leo rękę z markerem, żeby mu go oddać, a ten chwycił ją, przysunął się do mnie i pocałował w policzek...
Leondre Devries pocałował mnie w policzek!
Nagle usłyszałam śmiechy jakiejś dziewczyny. Nie byla sama. Byla chyba z jakimś chlopakiem. Szli po schodach na strych. Przytuliłam sie do Leo i spytałam szeptem, co robimy. Od odwzajemnił uścisk i wyszeptał "nie wiem, księżniczko..."












No przepraszam, że znowu takie krótkie, ale piszę to bardzo szybko bo mam problem w domu i zabierają mi telefon pozbawiając kontaktu ze światem... So sad... No, także jak sie podobało, to proszę o komentarz ❤ To bardzo, bardzo, bardzo motywuje!

poniedziałek, 29 lutego 2016

THX!

Jesteście niesamowici! 415 wyświetleń!
Kocham was! Ale strasznie mało komentarzy piszecie, a zależy mi na nich bo cholernie motywują.
Kolejny rozdział dodam w środę lub czwartek
Buziaczki psa psa ;*

Rozdział 5.

Rozdział 5.






W pomieszczeniu bylo ciemno. Szukałam po omacku włącznika światła, ale nigdzie go nie czułam. Postanowiłam dać sobie spokój i wyjęłam z kieszeni mój telefon, chciałam włączyć latarkę. Na ekranie zobaczyłam dziesięć smsów od jednego numeru i sześć nieodebranych połączeń. Nie wiedziałam o co chodzi. Nie miałam czasu i ochoty sprawdzać tych smsów. Włączyłam latarkę i już miałam zamiar poświecić nią pomieszczenie, aż nagle usłyszałam, że ktoś bardzo cicho mówi moje imię. Dźwięk nie wydobywał sie z ciemnego pomieszczenia, tylko zza mnie. Odwróciłam się w tamtą stronę i spytałam niepewnie "Leo...?". Nie  usłyszałam odpowiedzi, ale też nie widziałam nikogo. Tam nie dało się ukryć. To było całkiem puste pomieszczenie z jedną półką i kilkoma miotłami opartymi o ścianę. Znowu usłyszałam szept. Rozglądnelam się ale nigdzie nikogo nie widziałam. Byłam w tamtym momencie przerażona, ale wiedziałam, że Leo jest w niebezpieczeństwie i muszę go uratować.
Nagle zobaczyłam splywającą po ścianie strugę krwi...
-Wszystko ok?- spytał mnie... Leondre!
Ale zaraz... Czy to byl sen? Leo siedział kolo mnie, a ja siedziałam pod ścianą na korytarzu... Chyba zasnęłam czekając na niego... Jak dobrze, że to byl tylko sen! Nie wiem co bym zrobiła gdyby Leo się coś stało...
-Tak... Ok... Gdzie tyle czasu byleś?
-Nauczycielka od biologii mnie zatrzymała po lekcji, bo byłem rozkojarzony... Ciągle myślałem o przerwie... Bo chciałem cię znów zobaczyć.
-Oooo... To miłe...
-A co ci się śniło? Miałaś zmarszczone brwi i trzęsły ci się ręce...
-Nic takiego... Śniło mi sie, że miałam skończyć na bungee...
Skłamałam. Po co miałam go martwić? Jeszcze by sobie pomyślał, że jestem chora psychicznie.
-Masz lęk wysokości?- spytał
-Trochę...
-No to wszystko wyjaśnia... Chodź, pokażę ci coś.
Leo wstał, wyciągnął do mnie dłoń i pomógł mi wstać. Chwycił mnie za rękę i wyszliśmy z korytarza...

czwartek, 25 lutego 2016

Rozdział 4.


Rozdział 4.





Pobiegłam szybko pod drzwi, pod którymi bylam przed chwilą. Szarpałam za klamkę, ale nic to nie dało. Krzyczałam"Leoooo, jesteś tam? Leo proszę, odezwij sie!" Z całych sił napierałam na drzwi, brałam rozbieg i skakałam na nie. Po chwili jeden z zawiasów sie poluzował i nadal próbowałam otworzyć. Po kilku minutach szarpania sie z tymi drzwiami poluzował sie drugi zawias. Przez cały ten czas krzyczałam i płakałam. Leo sie nie odzywał. Nikt się nie odzywał.
Po chwili zawiasy przestały ze mną walczyć i drzwi wyleciały. Weszłam do ciemnego pomieszczenia. Zapaliłam światło.
Na podłodze zobaczyłam plamę krwi... Wychodziła z niej ścieżka, jakby ktoś rozmazał tą krew... Przeraziłam się. Wiedziałam, że Leondre jest w niebezpieczeństwie. Czerwona ścieżka prowadziła do kolejnych drzwi... Podbiegłam do nich i złapałam za klamkę...

Otwarte...


|
|
|
|
|
Przepraszam, że taki krótki rozdział, ale chce was potrzymać w niepewności....
Komentujesz-Motywujesz ;3

poniedziałek, 22 lutego 2016

Piszecie bardzo mało komentarzy, chyba wam sie to nie podoba... Postanowiłam, ze na razie wstrzymam bloga i jak zobaczę, że nadal chcecie czytać moje ff, to zacznę wrzucać rozdzialy.
Myślę, że rozumiecie.

sobota, 20 lutego 2016

Rozdział 3.

Rozdział 3.




-Tak...
Nie mogłam w to uwierzyć. Przez głupią bójkę chłopaków, odkryłam kryjówkę mojego idola.
Stałam przed brunetem, a ten odsłonił całą swoją twarz zza książki. Łzy spłynęły mi po policzkach.
-Nie płacz, proszę...
-Czemu się ukrywasz?
-Długa historia... Jak sie nazywasz...?- spytał nieśmiało Leo
-Yyyy... Zapomniałam...
W tym momencie na prawdę zapomniałam, jak mam na imię. Po chwili sobie przypomniałam.
-Ju... Judyta Honkisz. A ty Leondre Devries...
-Miałem pytać skąd wiedziałaś - zaśmiał się.
-Leo... Ja... Ja... Nie wiem, co powiedzieć. Opowiedz mi tą długą historię, proszę...
-Nie mogę... I nie chcę.
-No dobrze... Do której klasy ty chodzisz?- spytałam.
-Do C.
Nastała niezręczna cisza. Rozmowa nam się niezbyt kleiła. Podbiegłam do Leo i go mocno przytuliłam. On odwzajemnił to i przytulił mnie bardzo mocno.
-Jesteś jedyną osobą, która mnie zna i lubi...- wyszeptał mi do ucha.
-Ty też...-odpowiedziałam mu.- Ale jak to, nikt nie wie kim ty jesteś?
-No... Nikt.
-Ojejuu... Mam takie dziwne pytanie i w ogóle pierwszy raz od kilku miesięcy z kimś rozmawiam... Zaprzyjaźnimy się?
-Czemu nie?- odparł Leo.
Bardzo się ucieszyłam. Miałam okazję zaprzyjaźnić sie z moim idolem. Z moim księciem. Z moim mężem.
Zadzwonił dzwonek. Pożegnaliśmy sie i umówiliśmy na następnej przerwie w tym miejscu. Udałam się do klasy. Lekcja biologii byla strasznie nudna i bardzo mi sie dłużyła. Kiedy w końcu zadzwonił dzwonek na przerwę, pierwsza wybiegłam z klasy i udałam się na umówiony korytarz. Siedziałam pod ścianą około 10 minut. Leo nie przychodził. Pomyślałam, ze to dziwne, że chcial sie ze mną zaprzyjaźnić, i że na pewno już ktoś go zraził do mnie. Wstałam i juz miałam wyjść z korytarza, kiedy nagle usłyszałam "Judyta, pomocy!!!!", a potem krzyki. Szybko pobiegłam w miejsce, z którego wydobywało się wołanie o pomoc. Najprawdopodobniej wołał to Leo. W końcu bardzo dobrze znałam jego głos.
Gdy bylam w tym miejscu, nikogo tam nie było. Znajdowały sie tam tylko drzwi do kantorka. Pociągnęłam za klamkę. Zamknięte. Próbowałam pchać i ciągnąć te drzwi, nie ruszyły sie. Postanowiłam dać sobie spokój. Poszłam w stronę wyjścia. Nagle usłyszałam stukanie w drzwi i ciche "pomocy"...

piątek, 19 lutego 2016

Rozdział 2.


Rozdział 2.




Leondre chodził do równoległej klasy. "Chodził". Nigdy go nie widziałam w szkole. Może dlatego, że jest zapisany w dzienniku, a ma nauczanie indywidualne ze względu na popularność i brak czasu...?  Nie wiem. Nikt nie wiedział. Co było dziwne prawie nikt nie wiedział, że jest to TEN Leondre Devries z Bars & Melody! Nikt nie słyszał o takim zespole. Ale to nawet dobrze. Nie byłby aż taki sławny w szkole.
Pewnego dnia idąc korytarzem zobaczyłam jak dwóch chłopaków sie biło. Postanowiłam ominąć to miejsce, miałam wrażenie, że gdy przede tamtędy, to mi też się oberwie. Szłam inną drogą. Mamy bowiem dwa korytarz główne. Ten drugi jest prawie nie używany. Może dlatego, ze to tylko przejście powiedzą segmentami i w dodatku dwa razy dłuższe niż pierwszy korytarz.
Idąc owym drugim korytarzem zobaczyłam, że ktoś siedzi pod ścianą. Był to chłopak. Miał naokoło siebie książki od angielskiego. Podeszłam trochę bliżej. Z zaciekawieniem patrzyłam co owy chłopak robi. On po chwili mnie zauważył, podkulił nogi i zasłonił się książką. Wyglądało na to, że się boi. Ale to ja bałam się bardziej...
Zawsze gdy sie boję, nucę sobie Hopeful. Przechodząc obok tego chłopaka zaczęłam nucić i przyśpieszyłam kroku.
Nagle usłyszałam spadające książki
-Cz... Czekaj...- powiedzial szeptem chłopak. Odwróciłam się. On nadal zasłaniał twarz. - Jesteś... Bambino?-wyszeptał znowu.
-Tak... A dlaczego pytasz... Pokaż twarz, nie bój się mnie.- na te słowa chłopak odsunął jedną rękę i zobaczyłam jego usta. Podeszlam bliżej
-To niemożliwe... - wyszeptałam. Znałam te usta. Całowałam je codziennie. - Leo?
-Tak...

czwartek, 18 lutego 2016

Rozdział 1.

Rozdział 1.


Dzień jak co dzień. Wstałam z łóżka, wykonałam poranne czynności i udałam sie do szkoły. Lekcje jak zawsze były nudne. Na drugiej przerwie przeszłam się do biblioteki. Stoi tam gablotka z informacjami dotyczącymi szkoły i różnych imprez. Chodzę tam z nudów. Nie mam z kim spędzać przerw. Jestem sama jak palec. Nie mam przyjaciół... Nie wiem czy jestem aż tak straszna czy aż tak brzydka, że nikt sie mną nie interesuje. Jestem niepotrzebna. Zużywam powietrze. W domu też jestem popychadłem. Ojciec zmarł z powodu picia. Mieszkam z mamą. Mam pięcioro rodzeństwa, trzy siostry i brata. Brat jest najstarszy... Regularnie znęca sie nad siostrami i mamą, ale nade mną nie... Odrabiam mu prace domowe. Za to nie dostaję kary. Wiele razy myślałam, że najpierw bedzie wzbudzał we mnie zaufanie, a potem mnie zgwałci i zabije. Miałam myśli samobójcze... Dopóki nie poznałam ICH. ONI to Charlie Lenehan i Leondre Devries. Tworzą zespół Bars&Melody, bardzo mi pomogli. To znaczy nie oni, tylko ich muzyka.

W gablotce była informacja dotycząca balu na zakończenie semestru. Miał grać jakiś szkolny zespół. Bal miał odbyć się za trzy tygodnie. Jedynym warunkiem wejścia było to, że trzeba było przyjść z osobą towarzyszącą innej płci. No chyba, że ktoś byl homo, to inna sprawa...
Bardzo chciałam pójść na ten bal, ale niestety byłam sama. Nikt mnie nie chciał. Słyszałam, że kujonów nim nie lubi, ale że aż tak? To znaczy ja nie jestem kujonem, po prostu dobrze sie uczę. Co wieczór, gdy żegnam się z Leo i Charlie'm, myślę sobie, że może oni mnie polubią albo pokochają...
Moje życie stanęło do góry nogami, kiedy dowiedziałam się, że do naszej szkoły doszedł nowy uczeń...

Leondre Devries.

wtorek, 16 lutego 2016

Heej ;)

Na tym blogu będę pisać fanfiction o Bars&Melody. Pierwszy rozdział pojawi się w czwartek 18.02. Jeśli sie spodoba, komentujcie ;)


Gdy będzie 15 wyświetleń i będzie sie wam podobało, zrobię drugi blog, też o BAM ale inna historia.
Paa ;)