Poszłam pod środek usypiający i na blok. A potem pamiętam tylko biały pokój... Zupełnie taki sam, jak przez ostatni miesiąc...
Rozdział 21.
Co? Czy ja jestem znowu w tym pieprzonym psychiatryku??
Próbuję ruszyć ręką -o, da się.
Jeszcze nie do końca wiem, co się dzieje, jakieś światło mnie oślepia.
Sprawdziłam, umiem ruszać wszystkim.
Kurde jak razi.
Przetarłam oczy ręką i powoli podniosłam sie z łóżka. Strasznie kręciło mi się w głowie.
Aaaaaa lecę!
Prawie się przewróciłam, ale jest okej, szafka mi pomogła.
Jestem... W moim pokoju? Czemu jest biały? I czemu moje łóżko jest takie twarde? I czemu nie mam żadnego bandaża na ręce? I czemu tu świeci jakaś lampa od dentysty?
Co jest grane? Co się do cholery dzieje?!
***
O boże, to był tylko sen!
Usiadłam na łóżku i popatrzyłam przez okno. Tak, to mój ogród. Nareszcie w domu! Wstałam i podeszłam do kalendarza. Dzisiaj 29 kwietnia! Urodziny mojej koleżanki Uli! No dobra, trzeba coś wymyślić... Czy ja mam w ogóle prezent? Coś się kupi. Ona jest Bambino...
Bambino...
Bambino!
Leo!
Omg mam świetny plan!!!
Pójdę do niej z Leo! Ale się ucieszy!
Jestem taka genialna!
Wciągnęłam telefon spod poduszki i napisałam do Leo: "Hej Książę, masz coś dziś w planach? Jeśli nie to potrzebuję Cię u mnie za pół godzinki. xoxo". Po krótkiej chwili otrzymałam smsa: "Coś się stało? Już lecę, princess! ❤ ". Odebrałam to jakby się wystraszył. Więc zapobiegawczo napisałam do niego: "Spokojnie, nic się nie dzieje. Czekam ;* ".
Położyłam się na łóżku i włożyłam do uszu słuchawki. Puściłam Bring Me The Horizon, miałam taką ochotę. Oczywiście przy ich piosenkach wymachuję głową i nogami i drę się bezdźwięcznie - no kto tak nie robi?
Usłyszałam pukanie do drzwi wejściowych. Szybko wyłączyłam muzykę i roztańczona poszlam otworzyć.
Nigdy nie zapomnę miny Leo, gdy zobaczył mnie wymachującą włosami i śpiewającą"True Friends".
-Wszystko z tobą okej?
-True friends... A... Tak- zaśmiałam się.- Wchodź, aj nid help.
-Tfuj perfekt inglisz mnie rozwala.
-No widzisz, jestem jak młotek...
Zaprowadziłam Leo do mojego pokoju i opowiedziałam mu mój plan. Na początku nie chciał się zgodzić, ale potem go przekonałam.
Ula mieszka po drugiej stronie miasta, więc poszliśmy na autobus. Musieliśmy jeszcze iść po prezent, ale w sumie Leo był prezentem...
Kupiłam jej dużą czekoladę i płytę Shawna Mendesa, chciała sobie ją kupić, więc ją wyręczyłam.
Po około godzinie od wyjścia z domu byliśmy na przystanku niedaleko domu Uli. Napisałam do niej żeby posprzątała szybko pokój. Ona odpisała z pytaniem "po co", a ja jej odpisałam "bo zaraz przyjdę z Leo". Ona odpisała: "Chciałabyś, marzycielko 😂 Idę ogarnąć speszyl for "Lijo", ale mi się nie chce, więc się nie spiesz xoxo". Widziałam, że nie weźmie tego na serio. Ale jak zobaczy swojego idola, to się zesra.
Po około siedmiu minutach byliśmy pod jej domem. Leo poszedł schować się za ścianą jej domu, a ja zadzwoniłam do drzwi. Tak, mam numer do drzwi.
-Hejooo! - przytuliła mnie Ula.
-Cześć- przywitałam się.
-Hahah, gdzie ten twój Leo?-zaśmiała się.
-Tam -pokazałam na róg, za którym się ukrywał.
-No dobrze, chodź marzycielko.
-Ale co? Nawet nie sprawdzisz?
-No ok, przejść się mogę.
Po kilku sekundach rozsadziło mi uszy...
-O boże, oooooo omg! Leo! Oooo! Jak?! Omg! O japierdole! Ooooooo! Kocham was!
-Spokojnie, polish queen.
-Omg! Ty mówisz!!! O jaaaaa! To tyyyy!
-Ula, wątpiłaś we mnie-zaśmiałam się.
-Mo... Mogę cię dotknąć?-zapytała
-Nie gryzę.-odpowiedział Leo śmiejąc się.
Po chwili Ula rzuciła się na niego, a on odwzajemnił uścisk.
Po kilku minutach euforii weszliśmy do jej domu. Wręczyłam jej prezent, z którego się ucieszyła, ale nie tak bardzo, jak z Leo- oczywiste. Ula poszła nam nalać picia i zaczęła rozmawiać z Leo. Wiele razy też mi dziękowała, mówiła, że jestem nieobliczalna i tak dalej...
Ua była bardzo szczęśliwa. Leo pewnie też, bo mógł nas uszczęśliwić. Bawili sie świetnie, złapali wspólny język. Leo jednak kłamał, że przyjechał tu tylko na chwilę, a pojutrze wyjeżdża. No i dobrze, nie chcę, żeby Ula mi go wzięła. Oczywiście myślę o tym w żarcie.
Kiedy tak rozmawiali i się śmiali, dostałam smsa z nieznanego numeru... Jego treść to:
"Masz się odpierdolić od Leo, bo jak nie, to nogi z dupy powyrywam. Jutro o 12 w parku, jak niej to będzie źle"
...
______________________________
No hejoooo, dzisiaj troche chyba długi rozdział. Ula w rozdziale na prawdę żyje i na prawdę ma urodziny 29 kwietnia xD Więc dlatego w komentarzach piszemy życzenia dla Uli ❤
Wszystkiego najlepszego! 💚💚💚
Next jutro 😘
sobota, 30 kwietnia 2016
środa, 27 kwietnia 2016
Rozdział 20.
Leo przechodząc już przez próg powiedział:
-Obiecuję.
I tyle go widziałam.
Rozdział 20.
Mija już dwudziesty czwarty dzień odkąd Leo mnie odwiedził... Nie dotrzymał obietnicy. Nie wyciągnął mnie stąd. Ma mnie gdzieś. Pewnie poszedł sobie do innej... Chociaż w sumie czemu miałby nie iść? Obiecał mi, że nie pozwoli, by mnie ktoś znowu wsadził do trumny, obiecał też, że mnie wydostanie z tego szpitala.
Obiecał, kurwa.
Mam coraz mniejszą ochotę do życia... Ostatnio pod materacem znalazłam pewne predmioty i liścik. Była tam wiadomość: "To na gorsze dni, twoja Mary"...
Mary dobroduszna gdzieś nade mną czuwa i wie czego potrzebuję.
Tęskniłam za tym uczuciem... Za tym skupieniem przy przecinaniu skóry... Za tym pieczeniem i bólem, który jednocześnie był wspaniały i uzależniał... Za moją dawną przyjaciółką - żyletką.
Jak co dzień położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać. Płacz przychodzi mi bardzo łatwo...
Tym razem jednak wyciągnęłam żyletki spod łóżka i popatrzyłam na nie. Jedna byla taka zwykła, druga była od maszynki jednorazowej, a trzecie było ostrze od strugaczki. Wybrałam tą pierwszą. Chwyciłam ją w palce i przyłożyłam do nadgarstka. Lekko docisnęłam i zrobiłam pierwsze cięcie na ręce. Trochę zapiekło, ale w tamtym momencie się to nie liczyło. Chciałam po prostu umrzeć.
Szybkim ruchem zrobiłam kolejną ranę. Tym razem mocniejszą. Od razu polała się z niej krew. Zaczęłam płakać. Jednak nie zaprzestałam tej czynności, którą robiłam w wielkim skupieniu.
Przyłożyłam ostrze do miejsca, w którym najbardziej widać żyłę. Docisnęłam mocniej niż dotychczas i podcięłam sobie żyłę.
-Judyta! Co ty robisz?!-usłyszałam głos.... Leo!
Widząc go w drzwiach rozpłakałam się i schowałam krwawiącą rękę pod kołdrę.
-Co ty... Pokaż mi to!
-Nie mów lekarzowi...
-Dlaczego to zrobiłaś?!
-Bo obiecałeś...
-Przyszedłem po ciebie właśnie! Boże... Co ty zrobiłaś?! Ty się chciałaś zabić?
-No...
-Boże... Jak ja to mam opatrzeć?-Leo zdjął koszulkę i owinął nią mój nadgarstek.
-Błagam, nie mów lekarzowi.
-Muszę...
-Nie! Błagam, Leo!
-Dobrze, pojedziemy do szpitala i powiemy, że upadłaś na kamienie i się rozcięłaś. A teraz chodź, idziemy stąd. Masz wypis.
-Jeju, tak się cieszę! Dziękuję.
-Skąd ty w ogóle miałaś żyletkę??
-Jakaś dziewczyna zostawiła pod łóżkiem na gorsze dni.-odpowiedziałam mu.
-O boże...
-Leo, dlaczego się nie odzywałeś przez 24 dni?
-Lekarz mi zabronił. Zabronił jakichkolwiek odwiedzin. A zrobił to, bo wie, że ja to ja. Jego córka jest Bambino.
-A to kiepsko...
-No niestety...-rozmawiając zdążyliśmy wejść już do taksówki.
-Do szpitala na Green Street.-powiedzial Leo do taksówkarza.
-O jaaa! Lijondri!-krzyknął z przejęciem szofer.
-No błagam pana... Jedźmy już!
-Dobrze, a czy mógłbym potem zdjęcie? Córka jest bam... Bam...
-Bambino- dokończyłam.
-Tak, właśnie.
-Będzie pan mógł, ale tylko kilka sekund.-powiedzial Leo
-Dobrze, dobrze.
Byliśmy już w połowie drogi. Gdy dotarliśmy na miejsce, Leo i taksówkarz zrobili sobie selfie, a potem poszliśmy szybkim krokiem do rejestracji. Na szczęście byly tylko dwie osoby.
Po zarejestrowaniu się usiedliśmy na krzesełkach. Moja ręka wciąż krwawiła, a Leo był w bluzie bez koszulki. Z widny wyszła jakaś dziewczynka z mamą miała może 11 lat.
-Mamo... Czy to... Leo?
-O jej... Co... Jak to?
-Omg omg omg omg! Leo z BAM!-dziewczynka zaczęła skakać i sie podniecać.
Podeszła do nas i powiedziała:
-Ooo, to ty, dziewczyna Leo... Każda Bambino cię już zna.
-Co?-zapytałam.
-Nooo... Leo wrzucał zdjęcia z tobą i nawet rap na snapie napisał, prawda?
-No tak...-przyznał Leondre.
-Mogę z wami zdjęcie?
-No jasne.-powiedział Leo i po zrobieniu sobie selfie dziewczynka sobie poszła bardzo się jarając. Nie dziwiłam jej się, w końcu marzeniem każdej Bambino jest spotkanie chłopaków czy zdjęcie z nimi.
Ujrzałam w drzwiach lekarza, który mnie zawołał. Kazał Leo zostać więc pożegnałam się i poszłam z lekarzem do gabinetu. Pytal co mi jest, ja mu opowiedziałam, że biegłam i przewróciłam się, a potem przecięłam o kamień. On popatrzył na moją ranę i stwierdził, że jest w nietypowym miejscu i to nie wygląda jak przecięcie kamieniem. Opowiedziałam mu jednak taką bajkę, że uwierzył. Potem powiedzial mi, że trzeba to zszyć, no i poszłam pod środek usypiający i na blok. A potem pamiętam tylko biały pokój... Zupełnie taki sam, jak przez ostatni miesiąc...
_____________________________________
Elo Melo 320 😂
Ten rozdział dłuższy troszkę, ale to przez Kasię, brawo Kasia! 💖 (luj) 😂😂😚😍
Next pojawi się w piątek 💙
ILYASM 💚💚💚💚
Komentować 😚
-Obiecuję.
I tyle go widziałam.
Rozdział 20.
Mija już dwudziesty czwarty dzień odkąd Leo mnie odwiedził... Nie dotrzymał obietnicy. Nie wyciągnął mnie stąd. Ma mnie gdzieś. Pewnie poszedł sobie do innej... Chociaż w sumie czemu miałby nie iść? Obiecał mi, że nie pozwoli, by mnie ktoś znowu wsadził do trumny, obiecał też, że mnie wydostanie z tego szpitala.
Obiecał, kurwa.
Mam coraz mniejszą ochotę do życia... Ostatnio pod materacem znalazłam pewne predmioty i liścik. Była tam wiadomość: "To na gorsze dni, twoja Mary"...
Mary dobroduszna gdzieś nade mną czuwa i wie czego potrzebuję.
Tęskniłam za tym uczuciem... Za tym skupieniem przy przecinaniu skóry... Za tym pieczeniem i bólem, który jednocześnie był wspaniały i uzależniał... Za moją dawną przyjaciółką - żyletką.
Jak co dzień położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać. Płacz przychodzi mi bardzo łatwo...
Tym razem jednak wyciągnęłam żyletki spod łóżka i popatrzyłam na nie. Jedna byla taka zwykła, druga była od maszynki jednorazowej, a trzecie było ostrze od strugaczki. Wybrałam tą pierwszą. Chwyciłam ją w palce i przyłożyłam do nadgarstka. Lekko docisnęłam i zrobiłam pierwsze cięcie na ręce. Trochę zapiekło, ale w tamtym momencie się to nie liczyło. Chciałam po prostu umrzeć.
Szybkim ruchem zrobiłam kolejną ranę. Tym razem mocniejszą. Od razu polała się z niej krew. Zaczęłam płakać. Jednak nie zaprzestałam tej czynności, którą robiłam w wielkim skupieniu.
Przyłożyłam ostrze do miejsca, w którym najbardziej widać żyłę. Docisnęłam mocniej niż dotychczas i podcięłam sobie żyłę.
-Judyta! Co ty robisz?!-usłyszałam głos.... Leo!
Widząc go w drzwiach rozpłakałam się i schowałam krwawiącą rękę pod kołdrę.
-Co ty... Pokaż mi to!
-Nie mów lekarzowi...
-Dlaczego to zrobiłaś?!
-Bo obiecałeś...
-Przyszedłem po ciebie właśnie! Boże... Co ty zrobiłaś?! Ty się chciałaś zabić?
-No...
-Boże... Jak ja to mam opatrzeć?-Leo zdjął koszulkę i owinął nią mój nadgarstek.
-Błagam, nie mów lekarzowi.
-Muszę...
-Nie! Błagam, Leo!
-Dobrze, pojedziemy do szpitala i powiemy, że upadłaś na kamienie i się rozcięłaś. A teraz chodź, idziemy stąd. Masz wypis.
-Jeju, tak się cieszę! Dziękuję.
-Skąd ty w ogóle miałaś żyletkę??
-Jakaś dziewczyna zostawiła pod łóżkiem na gorsze dni.-odpowiedziałam mu.
-O boże...
-Leo, dlaczego się nie odzywałeś przez 24 dni?
-Lekarz mi zabronił. Zabronił jakichkolwiek odwiedzin. A zrobił to, bo wie, że ja to ja. Jego córka jest Bambino.
-A to kiepsko...
-No niestety...-rozmawiając zdążyliśmy wejść już do taksówki.
-Do szpitala na Green Street.-powiedzial Leo do taksówkarza.
-O jaaa! Lijondri!-krzyknął z przejęciem szofer.
-No błagam pana... Jedźmy już!
-Dobrze, a czy mógłbym potem zdjęcie? Córka jest bam... Bam...
-Bambino- dokończyłam.
-Tak, właśnie.
-Będzie pan mógł, ale tylko kilka sekund.-powiedzial Leo
-Dobrze, dobrze.
Byliśmy już w połowie drogi. Gdy dotarliśmy na miejsce, Leo i taksówkarz zrobili sobie selfie, a potem poszliśmy szybkim krokiem do rejestracji. Na szczęście byly tylko dwie osoby.
Po zarejestrowaniu się usiedliśmy na krzesełkach. Moja ręka wciąż krwawiła, a Leo był w bluzie bez koszulki. Z widny wyszła jakaś dziewczynka z mamą miała może 11 lat.
-Mamo... Czy to... Leo?
-O jej... Co... Jak to?
-Omg omg omg omg! Leo z BAM!-dziewczynka zaczęła skakać i sie podniecać.
Podeszła do nas i powiedziała:
-Ooo, to ty, dziewczyna Leo... Każda Bambino cię już zna.
-Co?-zapytałam.
-Nooo... Leo wrzucał zdjęcia z tobą i nawet rap na snapie napisał, prawda?
-No tak...-przyznał Leondre.
-Mogę z wami zdjęcie?
-No jasne.-powiedział Leo i po zrobieniu sobie selfie dziewczynka sobie poszła bardzo się jarając. Nie dziwiłam jej się, w końcu marzeniem każdej Bambino jest spotkanie chłopaków czy zdjęcie z nimi.
Ujrzałam w drzwiach lekarza, który mnie zawołał. Kazał Leo zostać więc pożegnałam się i poszłam z lekarzem do gabinetu. Pytal co mi jest, ja mu opowiedziałam, że biegłam i przewróciłam się, a potem przecięłam o kamień. On popatrzył na moją ranę i stwierdził, że jest w nietypowym miejscu i to nie wygląda jak przecięcie kamieniem. Opowiedziałam mu jednak taką bajkę, że uwierzył. Potem powiedzial mi, że trzeba to zszyć, no i poszłam pod środek usypiający i na blok. A potem pamiętam tylko biały pokój... Zupełnie taki sam, jak przez ostatni miesiąc...
_____________________________________
Elo Melo 320 😂
Ten rozdział dłuższy troszkę, ale to przez Kasię, brawo Kasia! 💖 (luj) 😂😂😚😍
Next pojawi się w piątek 💙
ILYASM 💚💚💚💚
Komentować 😚
wtorek, 26 kwietnia 2016
Rozdział 19.
Dzisiaj przyszedł do mnie psychiatra i trochę ze mną posiedział. Ale nie rozmawialiśmy, nie miałam ochoty opowiadać mu mojego życia. I tak mi nie pomoże. Pomóc mógłby mi tylko Leo...
Rozdział 19.
Obudziłam się na tym niewygodnym, drewnianym łóżku. Odruchowo chciałam sięgnąć po telefon-zapomniałam, że go nie mam. Podniosłam się do pozycji siedziącej uderzając się przy tym w głowę o skośny sufit. Zaczełam dzień jak codzień, poszłam po łazienki i przemyłam twarz wodą. Spojrzałam w lustro- podkrążone oczy. W końcu spałam tylko trzy godziny. Ta aura ośrodka mnie wykańcza. Wyszłam z łazienki i przebrałam się. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi i skrzypienie klamki.
-O, młoda dama już wstała. Masz gościa.
-Na praw...-nie zdążyłam dokończyć. Moim oczom ukazał się... Leondre!
-Czeeeeść!-krzyknął biegnąć w moją stronę.
-Leeoooo!-krzyknęłam przytulając go.
-Przepraszam, że się nie odzywałem... Pisałem do Ciebie, ale mi lekarz powiedział, że nie masz telefonu. No i się zjawiłem speszyl for ju.
-Ah ten twuj perfekt inglisz...
-Przypomniałaś coś sobie?-zapytał z nadzieją w głosie.
-No raz śniło mi się, że mnie pocałowałeś pod salą gimnastyczną. Jeszcze miałam sen dzisiaj, że "znalazłam" Cię na korytarzu w mojej szkole.
-Emm... Te sny... To wspomnienia, wiesz? A Twoja szkoła to też moja szkoła-zaśmiał się.
-Coooo? Na prawdę mnie pocałowałeś pod gimnastyczną?
-No tak.
-Aa... Było coś jeszcze?
-No tak.-powiedział patrząc w podłogę.
-A powiesz mi co?
-Nie mogę... Musisz sobie sama przypomnieć.
-Leo... Czy ty wiesz, dlaczego ja jestem w tym ośrodku?
-Nie wiem... Wiem tylko, że oni Cię okłamują. To nie jest ośrodek powypadkowy, bo takie nie istnieją, tylko to szpital psychiatryczny...
-Ale co ja zrobiłam? Leo, powiedz mi!
-Nie mam pojęcia, ale...
-Koniec widzenia dzieci.-przerwał nam lekarz. Czy na prawdę limit odwiedzin to 5 minut?
Leo przytulając mnie dokończył:
-Ale Cię stąd wyciągnę.
-No ruszaj się gwiazdeczko-powiedział poirytowany lekarz. Gwiazdeczko? Czy on wie, że Leo jest sławny?
Leo przechodząc już przez próg powiedział:
-Obiecuję.
I tyle go widziałam.
______________________________________________________________
No hej, dzisiaj troszkę dłuższy rozdział, a wszystko dzięki Guci. Brawo dla Guci w komentarzach!!!
Next za niedlugo :P
ILYASM <3
Rozdział 19.
Obudziłam się na tym niewygodnym, drewnianym łóżku. Odruchowo chciałam sięgnąć po telefon-zapomniałam, że go nie mam. Podniosłam się do pozycji siedziącej uderzając się przy tym w głowę o skośny sufit. Zaczełam dzień jak codzień, poszłam po łazienki i przemyłam twarz wodą. Spojrzałam w lustro- podkrążone oczy. W końcu spałam tylko trzy godziny. Ta aura ośrodka mnie wykańcza. Wyszłam z łazienki i przebrałam się. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi i skrzypienie klamki.
-O, młoda dama już wstała. Masz gościa.
-Na praw...-nie zdążyłam dokończyć. Moim oczom ukazał się... Leondre!
-Czeeeeść!-krzyknął biegnąć w moją stronę.
-Leeoooo!-krzyknęłam przytulając go.
-Przepraszam, że się nie odzywałem... Pisałem do Ciebie, ale mi lekarz powiedział, że nie masz telefonu. No i się zjawiłem speszyl for ju.
-Ah ten twuj perfekt inglisz...
-Przypomniałaś coś sobie?-zapytał z nadzieją w głosie.
-No raz śniło mi się, że mnie pocałowałeś pod salą gimnastyczną. Jeszcze miałam sen dzisiaj, że "znalazłam" Cię na korytarzu w mojej szkole.
-Emm... Te sny... To wspomnienia, wiesz? A Twoja szkoła to też moja szkoła-zaśmiał się.
-Coooo? Na prawdę mnie pocałowałeś pod gimnastyczną?
-No tak.
-Aa... Było coś jeszcze?
-No tak.-powiedział patrząc w podłogę.
-A powiesz mi co?
-Nie mogę... Musisz sobie sama przypomnieć.
-Leo... Czy ty wiesz, dlaczego ja jestem w tym ośrodku?
-Nie wiem... Wiem tylko, że oni Cię okłamują. To nie jest ośrodek powypadkowy, bo takie nie istnieją, tylko to szpital psychiatryczny...
-Ale co ja zrobiłam? Leo, powiedz mi!
-Nie mam pojęcia, ale...
-Koniec widzenia dzieci.-przerwał nam lekarz. Czy na prawdę limit odwiedzin to 5 minut?
Leo przytulając mnie dokończył:
-Ale Cię stąd wyciągnę.
-No ruszaj się gwiazdeczko-powiedział poirytowany lekarz. Gwiazdeczko? Czy on wie, że Leo jest sławny?
Leo przechodząc już przez próg powiedział:
-Obiecuję.
I tyle go widziałam.
______________________________________________________________
No hej, dzisiaj troszkę dłuższy rozdział, a wszystko dzięki Guci. Brawo dla Guci w komentarzach!!!
Next za niedlugo :P
ILYASM <3
poniedziałek, 25 kwietnia 2016
Rozdział 18.
-Ja bym tam pod ziemią żywcem umarła!-po moim policzku spłynęła łza.
-Ale już dobrze. Nie pozwolę Cię więcej wsadzić do trumny.
-Ale jak to...
-Zobaczysz.-powiedział ponownie mnie przytulając.
Rozdział 18.
Jest tydzień po tamtej dziwnej sytuacji. Od tamtego czasu nie chodzę do szkoły i z nikim się nie spotykam... Siedzę zamknięta w pokoju... W ośrodku. Mam się całkiem dobrze, nie jem, nie piję. Ale to tylko małe szczegóły. Jestem w tym miejscu razem z moimi dwoma siostrami... Weronika miała śmiertelny wypadek, a mama wyjechała do innego miasta z niewiadomych mi przyczyn. Brat jest w areszcie, jest oskarżony o zabójstwo Niki i mój ciężki uszczerbek na zdrowiu.
Odkąd tu jestem, Leondre się do mnie nie odzywa... Ta cała sytuacja jest okropna... Rozpadła mi się rodzina i straciłam kontakt z moim idolem, który przyrzekał mi wierność, a teraz zniknął.
Te wszystkie problemy tak mnie przytłaczają, że znów wróciłam do samookaleczania. Jest tylko jeden problem... Nie mogę wychodzić z ośrodka, chociaż w sumie nie wiem, dlaczego. Ja nic złego nie zrobiłam... Nie mam telefonu i nie mam żyletki. Przecinam sobie skórę paznokciem, bo tylko tyle mam. Tylko czekam, aż dostanę jakąś przepustkę...
Dzisiaj przyszedł do mnie psychiatra i trochę ze mną posiedział. Ale nie rozmawialiśmy, nie miałam ochoty opowiadać mu mojego życia. I tak mi nie pomoże. Pomóc mógłby mi tylko Leo...
____________________________________________________
Przepraszam, że znów taki krótki rozdział, ale brak weny mnie dopada powoli no i choroba atakuje mi mózg xd Dodatkowo nie mam telefonu i nie dodam rozdziału przez kilka dni, no chyba, że wejdę na komputer.
Jeśli się spodobało=komentarz <3
-Ale już dobrze. Nie pozwolę Cię więcej wsadzić do trumny.
-Ale jak to...
-Zobaczysz.-powiedział ponownie mnie przytulając.
Rozdział 18.
Jest tydzień po tamtej dziwnej sytuacji. Od tamtego czasu nie chodzę do szkoły i z nikim się nie spotykam... Siedzę zamknięta w pokoju... W ośrodku. Mam się całkiem dobrze, nie jem, nie piję. Ale to tylko małe szczegóły. Jestem w tym miejscu razem z moimi dwoma siostrami... Weronika miała śmiertelny wypadek, a mama wyjechała do innego miasta z niewiadomych mi przyczyn. Brat jest w areszcie, jest oskarżony o zabójstwo Niki i mój ciężki uszczerbek na zdrowiu.
Odkąd tu jestem, Leondre się do mnie nie odzywa... Ta cała sytuacja jest okropna... Rozpadła mi się rodzina i straciłam kontakt z moim idolem, który przyrzekał mi wierność, a teraz zniknął.
Te wszystkie problemy tak mnie przytłaczają, że znów wróciłam do samookaleczania. Jest tylko jeden problem... Nie mogę wychodzić z ośrodka, chociaż w sumie nie wiem, dlaczego. Ja nic złego nie zrobiłam... Nie mam telefonu i nie mam żyletki. Przecinam sobie skórę paznokciem, bo tylko tyle mam. Tylko czekam, aż dostanę jakąś przepustkę...
Dzisiaj przyszedł do mnie psychiatra i trochę ze mną posiedział. Ale nie rozmawialiśmy, nie miałam ochoty opowiadać mu mojego życia. I tak mi nie pomoże. Pomóc mógłby mi tylko Leo...
____________________________________________________
Przepraszam, że znów taki krótki rozdział, ale brak weny mnie dopada powoli no i choroba atakuje mi mózg xd Dodatkowo nie mam telefonu i nie dodam rozdziału przez kilka dni, no chyba, że wejdę na komputer.
Jeśli się spodobało=komentarz <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)