poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Rozdział 12.

Leo pocałował mnie szybko w usta i powiedział: "Będę czekał pod gimnastyczną", a potem poszedł do swojej klasy. Gdy wchodzilismy, posłałam mu calusa w powietrzu, a ten się uśmiechnął i przygryzł wargę.
Boże, on to tak świetnie robi...





Rozdział 12.





Po nudnej lekcji spędzonej na pisaniu sms'ów z Leo, moim ukochanym, udałam się w stronę sali gimnastycznej. Z naszych wiadomości dowiedziałam się, że umówiliśmy się tam, żeby po prostu iść razem do szatni, bo i ja i on właśnie skończyliśmy zajęcia na dziś.
Gdy dotarłam pod salę, oparłam się o ścianę i czekałam na Leo. Nagle poczułam ciepło dużych i miękkich rąk na twarzy i widziałam tylko ciemność.
-Zgadnij, kto to.
-Wcale nie słyszę twojego głosu, Leondre.
-Ććććśśśśśś, to nie prawda-zaśmiał się nadal zasłaniając mi oczy.
-Głupek...
Nagle poczułam jego usta na moich. Na pewno należały do niego, tylko on tak bosko całuje. Odwzajemniłam pocałunek. Gdy skończyliśmy, Leo odsłonił mi oczy i poszliśmy do szatni. Po przebraniu butów wyszliśmy ze szkoły. Szliśmy przez chwilę w niezręcznej ciszy.
-Leo... Nienawidzę niezręcznych cisz.
-Ja też -zaśmiał się w odpowiedzi.- Zagrajmy w pytania.
-Okeej... A jaki zakres pytań?
-Zależy od ciebie.
-Ok, to ja hardcore, lecę na całość.
-No to  ja też. Zaczynasz.-powiedział i chwycił mnie za rękę.
Zadawałam mu wiele pytań, na których odpowiedzi nie znała żadna bambino.
Leo zaś nie należał do żadnego fandomu Judino, czy coś takiego, jego pytania były raczej podstawowe.
W końcu przyszła moja kolej.
-Leo... Co z Charliem? Czemu nie spędzacie razem czasu? Co się stało?
-Ej... Ja potem też trzy.
-No okej, ale odpowiedz.
Leo wziął głęboki oddech i zaczął:
-Ostatnio mamy w zespole kryzys. Charlie się chciał trochę zabawić. Pewnego wieczoru była impreza, z której wrócił koło trzeciej w nocy. Wtedy u niego nocowałem. Czekałem na niego, strasznie się martwiłem, bo nie odbierał telefonu. Karen pojechała go szukać po mieście. W końcu zjawił się w domu. Biło od niego alkoholem już z kilku metrów. Zacząłem wypytywać go jak żona męża, kiedy sie nawali i wróci za późno do domu. Po chwili jednak doszedłem do wniosku, że żeby z nim pogadać, to musi trochę wytrzeźwieć. Odesłałem go więc na górę i zadzwoniłem do Karen, że się znalazł. Kiedy szedł po schodach, krzyknął "niezły koks", a potem poszedł do łazienki zwrócić.
-O boże... Czyli sie naćpał...?
-Na to wyglądało. Mówić ci dalej, czy to nudne?
-Oczywiście, że mówić.
-No ok... Kiedy Karen wróciła, poszedłem spać.  Obudziłem się około 11, wszyscy spali. Jak dobrze, że Brooke spała u koleżanki... Zrobiłem sobie śniadanie i sie ogarnąłem, potem poszedłem do pokoju Charlsa i próbowałem go obudzić. Po kilku minutach poszedłem po konewkę i go oblałem. Wyskoczył z łóżka jak poparzony, krzyczał, że jestem popierdolony i tak dalej... Gdy się troche opanował, spytałem go, czy wie gdzie wczoraj był. On powiedzial, ze nic nie pamięta. Dzień później oglądaliśmy film. Charlie nie mógł się na nim skupić. Trzymał się za głowę. Nagle krzyknął "boże, tak  was przepraszam...!" i pobiegł przytulić mamę. Potem wypytywaliśmy go o tą imprezę, i wyszło na to, że coś ćpał, ale nie wie co.
Przez następne dni chodził smutny i taki nieobecny... To nie był ten sam Charlie, radosny i dowcipny. Wszystko zmieniło się po tamtej imprezie... On... Nie umie śpiewać. Nie wychodzi mu to kompletnie... Coś mu się stalo ze strunami głosowymi... Lekarz powiedzial, ze nigdy nie bedzie tak, jak kiedyś...
-O boże, Charlie już nie będzie śpiewal?!
-Najwyraźniej...
-Japierdole...!- chwyciłam się za włosy... Mój idol już nigdy nie zaśpiewa przez jakąś pieprzoną imprezę!!! Można powiedzieć, że w tamtym momencie świat mi sie zawalił... Usiadłam na krawężniku i sie rozpłakałam.
Ostatnio za dużo płaczę...
Leo usiadł koło mnie i powiedział:
-Don't cry, you are so beautiful. Stay Strong My Polish Queen.- a potem mnie przytulił.
Bardzo mi to pomogło.
-Dziekuje, Leo. Dziękuję, że mi powiedziałeś. Dziękuję, że po prostu jesteś.
Pocałowałam go w usta. Potem wstaliśmy z krawężnika i powróciliśmy do gry w pytania.





c.d.n.