czwartek, 3 marca 2016

Rozdział 6.


Rozdział 6.






Zakrył mi oczy ręką i gdzieś mnie prowadził.
-Uważaj, schodek - mówił co chwile. Zastanawiałam się, gdzie idziemy, skoro tyle tam "schodków".
Po chwili stanęliśmy i odsłonił mi oczy. Tak i tak było tam ciemno i nic nie widziałam... Nagle zaświeciło sie światło i zobaczyłam, że byliśmy na jakimś strychu. Zapytałam Leo, po co tu przyszliśmy. On odparł, że chcial mi coś pokazać. Chwycił mnie za rękę i otworzył kolejne drzwi. Na ścianach były różne napisy i cytaty. Nie było tam prawie wolnego miejsca. Prawie. Leo podszedł do tego wolnego miejsca i pokazał mi serduszko, w którym byl tylko plus. Wyjął z kieszeni marker (nie wiem, skąd on miał w kieszeni marker) i napisal przed plusem "Leondre". Po tym odwrócił się do mnie i sie uśmiechnął. Odwzajemniłam uśmiech ale nie wiedziałam, o co mu chodzi. Zauważył moją dezorientację i podał mi marker. Zrobilo mi sie gorąco.
-Czemu się rumienisz?- zapytał
No super... Mój idol każe napisać mi moje imię obok jego w serduszku... Z jednej strony się cieszyłam, a z drugiej znaliśmy sie tylko trzy godziny... To znaczy on mnie. Ja już dawno go znałam.
-Ale... Leo... Jesteś tego pewny...?
-Tak. Tylko ty mnie lubisz i rozumiesz.
Zrobilo mi sie ciepło na sercu i podeszlam do ściany. Po chwili zawahania napisałam moje imię. Wyciągnęłam do  Leo rękę z markerem, żeby mu go oddać, a ten chwycił ją, przysunął się do mnie i pocałował w policzek...
Leondre Devries pocałował mnie w policzek!
Nagle usłyszałam śmiechy jakiejś dziewczyny. Nie byla sama. Byla chyba z jakimś chlopakiem. Szli po schodach na strych. Przytuliłam sie do Leo i spytałam szeptem, co robimy. Od odwzajemnił uścisk i wyszeptał "nie wiem, księżniczko..."












No przepraszam, że znowu takie krótkie, ale piszę to bardzo szybko bo mam problem w domu i zabierają mi telefon pozbawiając kontaktu ze światem... So sad... No, także jak sie podobało, to proszę o komentarz ❤ To bardzo, bardzo, bardzo motywuje!

poniedziałek, 29 lutego 2016

THX!

Jesteście niesamowici! 415 wyświetleń!
Kocham was! Ale strasznie mało komentarzy piszecie, a zależy mi na nich bo cholernie motywują.
Kolejny rozdział dodam w środę lub czwartek
Buziaczki psa psa ;*

Rozdział 5.

Rozdział 5.






W pomieszczeniu bylo ciemno. Szukałam po omacku włącznika światła, ale nigdzie go nie czułam. Postanowiłam dać sobie spokój i wyjęłam z kieszeni mój telefon, chciałam włączyć latarkę. Na ekranie zobaczyłam dziesięć smsów od jednego numeru i sześć nieodebranych połączeń. Nie wiedziałam o co chodzi. Nie miałam czasu i ochoty sprawdzać tych smsów. Włączyłam latarkę i już miałam zamiar poświecić nią pomieszczenie, aż nagle usłyszałam, że ktoś bardzo cicho mówi moje imię. Dźwięk nie wydobywał sie z ciemnego pomieszczenia, tylko zza mnie. Odwróciłam się w tamtą stronę i spytałam niepewnie "Leo...?". Nie  usłyszałam odpowiedzi, ale też nie widziałam nikogo. Tam nie dało się ukryć. To było całkiem puste pomieszczenie z jedną półką i kilkoma miotłami opartymi o ścianę. Znowu usłyszałam szept. Rozglądnelam się ale nigdzie nikogo nie widziałam. Byłam w tamtym momencie przerażona, ale wiedziałam, że Leo jest w niebezpieczeństwie i muszę go uratować.
Nagle zobaczyłam splywającą po ścianie strugę krwi...
-Wszystko ok?- spytał mnie... Leondre!
Ale zaraz... Czy to byl sen? Leo siedział kolo mnie, a ja siedziałam pod ścianą na korytarzu... Chyba zasnęłam czekając na niego... Jak dobrze, że to byl tylko sen! Nie wiem co bym zrobiła gdyby Leo się coś stało...
-Tak... Ok... Gdzie tyle czasu byleś?
-Nauczycielka od biologii mnie zatrzymała po lekcji, bo byłem rozkojarzony... Ciągle myślałem o przerwie... Bo chciałem cię znów zobaczyć.
-Oooo... To miłe...
-A co ci się śniło? Miałaś zmarszczone brwi i trzęsły ci się ręce...
-Nic takiego... Śniło mi sie, że miałam skończyć na bungee...
Skłamałam. Po co miałam go martwić? Jeszcze by sobie pomyślał, że jestem chora psychicznie.
-Masz lęk wysokości?- spytał
-Trochę...
-No to wszystko wyjaśnia... Chodź, pokażę ci coś.
Leo wstał, wyciągnął do mnie dłoń i pomógł mi wstać. Chwycił mnie za rękę i wyszliśmy z korytarza...