sobota, 16 kwietnia 2016
Rozdział 15.
Czy to na prawdę Bars?
-No... Tak. Z Bars And Melody. Czyli jednak wiesz kim jestem...?
-Nie wierzę...- po moim policzku spłynęła łza.
-To uwierz, jestem prawie twoim chłopakiem.
Piiiiiiiii...
Ciemność.
Pustka.
Rozdział 15.
Co się stało? Jedyne co pamiętam to sen o moim idolu... I że jestem w szpitalu...
-Ledwo udało nam się ją uratować, powinna dużo odpoczywać!-krzyczał lekarz wyprowadzając moją mamę z sali. Wiedziałam, że to właśnie oni, bo znam te głosy, logiczne.
A więc super. Leżę po wypadku w szpitalu, mam urojenia na punkcie Leondre z BAM i jeszcze lekarz wyprowadza siłą moją mamę. Mam amnezję i jestem sparaliżowana.
Po prostu zajebiście.
***
Gdy dotarłam pod salę, oparłam się o ścianę i czekałam na Leo. Nagle poczułam ciepło dużych i miękkich rąk na twarzy i widziałam tylko ciemność.
-Zgadnij, kto to.
-Wcale nie słyszę twojego głosu, Leondre.
-Ććććśśśśśś, to nie prawda-zaśmiał się nadal zasłaniając mi oczy.
-Głupek...
Nagle poczułam jego usta na moich. Na pewno należały do niego, tylko on tak bosko całuje. Odwzajemniłam pocałunek.
***
Miałam taki realistyczny sen!!! To strasznie dziwne, już drugi taki... Dzisiaj?
Ile ja właściwie "spałam" tym razem?
Co ja takiego zrobiłam? Czym sobie zawiniłam, że to mnie musiał spotkać taki los?! Dlaczego mnie? Dlaczego nie jakąś Jessice z Los Angeles? Tylko mnie- Judytę z Port Talbot, a w połowie z Krakowa? Dlaczego, kurwa, mnie???
Moje życie jest bez sensu! Najlepiej by było, gdybym umarła.
Piiiiiiiii...
piątek, 15 kwietnia 2016
Rozdział 14.
Na cel objęłam lodówkę. Zasłania ją blat. Ominęłam go i na podłodze ujrzałam...
Wielką plamę krwi i ciało mojej siostry Weroniki.
Rozdział 14.
Ból.
Ciemność.
Pustka.
...
Jasność.
Gdzie ja jestem? Światło mnie razi i nic nie widzę... Pik, pik... Aparatura? Czy ja... Jestem w szpitalu?
Mrugam oczami i nadal światło mnie oślepia.
Widzę sufit.
Piękny, biały sufit.
Ja... Nie mogę się ruszyć...! Swędzi mnie noga i nie mogę się podrapać...
Co się ze mną stalo, do cholery?!
-O boże, obudziłaś się! Nie zasypiaj, błagam! Ide po lekarza, nie zasypiaj...
Głos jakiegoś chłopaka. Jakoś dziwnie znajomy...
-Dobrze, dziękuję chłopcze -usłyszałam głos jakiegoś mężczyzny. To pewnie lekarz. - A więc już się obudziłaś nasza śpiąca królewno - zaśmiał sie idąc w moja stronę.
Chciałam mu odpowiedzieć, ale mi to nie wychodziło.
Lekarz poświecił mi do oczu latarką, zrobil jeszcze kilka innych medycznych rzeczy i powiedzial mi, ze jestem w szpitalu, zostałam zaatakowana tłuczkiem do mięsa, bylam w śpiączce przez 16 dni i mam wstrząs mózgu, który spowodował paraliż... Powiedział, że to z czasem minie. Poinformował mnie również, że mogę mieć amnezję. Potem wyszedł.
Leżałam tak patrząc w sufit i myślałam nad tym, dlaczego zostałam zaatakowana tłuczkiem... No i kto to zrobił... Przerażała mnie myśl, że na jakiś czas będę sparaliżowaną niepełnosprawną. I że mogę mieć amnezję.
Leżałam i myślałam. Minęły może dwie minuty od wizyty doktora. Usłyszałam skrzypienie drzwi i głos tego chłopaka...
-Jeju, tak się o ciebie martwiłem! Lekarz powiedzial, ze na razie wszystko z tobą okej.
Kim on jest? Dlaczego ten głos wydaje mi się być znajomy i bliski, ale nie rozpoznaję go? Amnezja...?
-Twoja mama jest na korytarzu, śpi... Jeśli chcesz, mogę ją obudzić. Wiem, że jesteś sparaliżowana, ale mrugnij trzy razy szybko jeśli po nią iść.
Mrugać umiem...
Mrugnęłam trzy razy i poczułam, ze opadłam z sił. Jakbym przebiegła maraton.
Chłopak poderwał sie z miejsca i wyszedł. Gdy wychodził, krzyczał uradowany "ona rozumie to, co się mówi!". Minutę później usłyszałam, że ktos wchodzi.
-Córeczko... Tak się martwiłam! Jak dobrze, że Leo czuwał.
Leo...? Co za Leo? Fuck, amnezja.
Próbowałam wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk, chciałam krzyknąć i... zaszeptałam krótkie "aaa". Mama powiedziała szeptem:
"O Jezu Przenajświętszy! " i się rozpłakała.
Znów próbowałam coś krzyczeć:
-Kto to Leo?- w końcu udalo mi sie zadać pytanie.
-Czy ty... Nie pamiętasz go?
-Nie...
-Leo to... Sam ci powie, zaraz go zawołam.-kobieta wstała i udała się do wyjścia. Po chwili na salę wszedł człowiek zwany Leo i usiadł na krześle obok łóżka.
-Judyta, powiedz mi, że to nie prawda... Na prawdę nie wiesz kim jestem?
-Nie wiem...
-Fuck.-wstał z miejsca i chwycił się za włosy.
-Twój głos jest znajomy...-znów udalo mi sie cos wyszeptać, choć w środku zdzierałam już sobie gardło od krzyku.
-Na... Na prawdę?-troche sie uspokoił.
-No więc kim jesteś?
-Jestem Leondre Devries, mam 15 lat i pochodzę z Port Talbot z Walii. Mam brązowe włosy i czekoladowe o...
-Ba... Bars?-przerwałam mu. Czy to na prawdę Bars?
-No... Tak. Z Bars And Melody. Czyli jednak wiesz kim jestem...?
-Nie wierzę...- po moim policzku spłynęła łza.
-To uwierz, jestem prawie twoim chłopakiem.
Piiiiiiiii...
Ciemność.
Pustka...
_________________________
Hej, chciałam przeprosić, ze wczoraj nie bylo rozdziału, ale nie miałam jak go wstawić, a wieczorem usiłując włączyć bloggera z moim mega wolnym Internetem, zasnęłam xd Także tu macie świeży rozdział-cieszcie sie i radujcie xd
Komentarze motywują 😉❤
wtorek, 12 kwietnia 2016
Rozdział 13.
-Dziekuje, Leo. Dziękuję, że mi powiedziałeś. Dziękuję, że po prostu jesteś.
Pocałowałam go w usta. Potem wstaliśmy z krawężnika i powróciliśmy do gry w pytania.
Rozdział 13.
-Ty zadałaś trzy pytania, to teraz ja. I niema wykręcania się.
-Mam się bać?
-Nie musisz- powiedział Leo sztucznie się uśmiechając. Posmutniał po moich ostatnich pytaniach. Widać, ze to dla niego bardzo trudne.
-Pytaj o co chcesz, mój drogi.
-Czemu się tniesz? Przez kogo to? Jakie masz problemy?
Nienawidzę go. Poruszył najdelikatniejszy temat w moim życiu. Po moim policzku mimowolnie spłynęła łza.
-Proszę, nie płacz i odpowiedz. To jest dla mnie mega ważne.
-Sama tego chciałam...
Wzięłam głęboki oddech i powoli zaczęłam mówić:
-Mam problemy w domu. Nikt mnie nie lubi i na daremno zużywam cenne powietrze.-znów jedna łza wydostała się spod lewej powieki.
-Ale... Przez kogo?
-Przez brata... Mam trzy siostry, on bije każdą z nich i mamę. Mnie nie, bo odrabiam mu zadania. W szkole też byłam prześladowana... Ale przepisałam się tutaj.- kolejna łza spłynęła po moim policzku.
Leo miał przerażenie w oczach. Przytulił mnie chyba najmocniej jak umiał. Ja wybuchłam płaczem w jego ramionach.
-Proszę, nie płacz. To mnie strasznie boli. Nie możesz płakać. Łzy nic nie dadzą, pamiętaj. Ja nie płakałem.
-Nie płakałeś?
-Nie. Kopałem w ścianę i rapowałem.
-Ja śpiewam... Ale nie pomaga.
-Bo robisz to na siłę. Musisz robić coś, co ci pomoże, coś, co kochasz.
-Ale ja kocham śpiewać!
-Nie wątpię, bo ślicznie śpiewasz, ale wiesz, o co mi chodzi.
-No wiem, Leo.
Brunet odprowadził mnie pod dom, sam mieszkał tylko dwie przecznice dalej. Na pożegnanie pocałował mnie w czoło i powiedział "Stay Strong My Little Princess".
Weszłam do domu. Nikogo nie było. Dziwne, bo raczej zawsze ktoś jest. Trochę zgłodniałam i poszłam do kuchni. Po drodze puściłam z telefonu "Stay Strong".
Na cel objęłam lodówkę. Zasłania ją blat. Ominęłam go i na podłodze ujrzałam...
Wielką plamę krwi i ciało mojej siostry Weroniki.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)