piątek, 15 kwietnia 2016

Rozdział 14.


Na cel objęłam lodówkę. Zasłania ją blat. Ominęłam go i na podłodze ujrzałam...

Wielką plamę krwi i ciało mojej siostry Weroniki.






Rozdział 14.






Ból.
Ciemność.
Pustka.
...
Jasność.

Gdzie ja jestem? Światło mnie razi i nic nie widzę... Pik, pik... Aparatura? Czy ja... Jestem w szpitalu? 
Mrugam oczami i nadal światło mnie oślepia.
Widzę sufit.
Piękny, biały sufit.
Ja... Nie mogę się ruszyć...! Swędzi mnie noga i nie mogę się podrapać...
Co się ze mną stalo, do cholery?!







-O boże, obudziłaś się! Nie zasypiaj, błagam! Ide po lekarza, nie zasypiaj...

Głos jakiegoś chłopaka. Jakoś dziwnie znajomy...

-Dobrze, dziękuję chłopcze -usłyszałam głos jakiegoś mężczyzny. To pewnie lekarz. - A więc już się obudziłaś nasza śpiąca królewno - zaśmiał sie idąc w moja stronę.
Chciałam mu odpowiedzieć, ale mi to nie wychodziło.
Lekarz poświecił mi do oczu latarką, zrobil jeszcze kilka innych medycznych rzeczy i powiedzial mi, ze jestem w szpitalu, zostałam zaatakowana tłuczkiem do mięsa, bylam w śpiączce przez 16 dni i mam wstrząs mózgu, który spowodował paraliż... Powiedział, że to z czasem minie. Poinformował mnie również, że mogę mieć amnezję. Potem wyszedł.
Leżałam tak patrząc w sufit i myślałam nad tym, dlaczego zostałam zaatakowana tłuczkiem... No i kto to zrobił... Przerażała mnie myśl, że na jakiś czas będę sparaliżowaną niepełnosprawną. I że mogę mieć amnezję.
Leżałam i myślałam. Minęły może dwie minuty od wizyty doktora. Usłyszałam skrzypienie drzwi i głos tego chłopaka...
-Jeju, tak się o ciebie martwiłem! Lekarz powiedzial, ze na razie wszystko z tobą okej.
Kim on jest? Dlaczego ten głos wydaje mi się być znajomy i bliski, ale nie rozpoznaję go? Amnezja...?
-Twoja mama jest na korytarzu, śpi... Jeśli chcesz, mogę ją obudzić. Wiem, że jesteś sparaliżowana, ale mrugnij trzy razy szybko jeśli po nią iść.
    Mrugać umiem...
    Mrugnęłam trzy razy i poczułam, ze opadłam z sił. Jakbym przebiegła maraton.
Chłopak poderwał sie z miejsca i wyszedł. Gdy wychodził, krzyczał uradowany "ona rozumie to, co się mówi!". Minutę później usłyszałam, że ktos wchodzi.
-Córeczko... Tak się martwiłam! Jak dobrze, że  Leo czuwał.
Leo...? Co za Leo? Fuck, amnezja.
Próbowałam wydobyć z siebie jakikolwiek dźwięk, chciałam krzyknąć i... zaszeptałam krótkie "aaa". Mama powiedziała szeptem:
"O Jezu Przenajświętszy! " i się rozpłakała.
Znów próbowałam coś krzyczeć:
-Kto to Leo?- w końcu udalo mi sie zadać pytanie.
-Czy ty... Nie pamiętasz go?
-Nie...
-Leo to... Sam ci powie, zaraz go zawołam.-kobieta wstała i udała się do wyjścia. Po chwili na salę wszedł człowiek zwany Leo i usiadł na krześle obok łóżka.
-Judyta, powiedz mi, że to nie prawda... Na prawdę nie wiesz kim jestem?
-Nie wiem...
-Fuck.-wstał z miejsca i chwycił się za włosy.
-Twój głos jest znajomy...-znów udalo mi sie cos wyszeptać, choć w środku zdzierałam już sobie gardło od krzyku.
-Na... Na prawdę?-troche sie uspokoił.
-No więc kim jesteś?
-Jestem Leondre Devries, mam 15 lat i pochodzę z Port Talbot z Walii. Mam brązowe włosy i czekoladowe o...
-Ba... Bars?-przerwałam mu. Czy to na prawdę Bars?
-No... Tak. Z Bars And Melody. Czyli jednak wiesz kim jestem...?
-Nie wierzę...- po moim policzku spłynęła łza.
-To uwierz, jestem prawie twoim chłopakiem.


Piiiiiiiii...


Ciemność.


Pustka...




_________________________
Hej, chciałam przeprosić, ze wczoraj nie bylo rozdziału, ale nie miałam jak go wstawić, a wieczorem usiłując włączyć bloggera z moim mega wolnym Internetem, zasnęłam xd Także tu macie świeży rozdział-cieszcie sie i radujcie xd
Komentarze motywują 😉❤

2 komentarze: