piątek, 10 czerwca 2016

Rozdział 24.

-Nie wierzę... To znowu ona- powiedział mi do ucha Leo. Ogólnie to siedzimy w krzakach.
-Kto ona?



Rozdział 24.



-Leo, kto ona?- pytałam, ale chłopak nie odpowiadał i ciągle patrzył na tą dziewczynę.

Była to szczupła blondynka z nogami jak patyki… Jednak by łam ega plastikiem. Rzęsy na pięć centymetrów, niedopasowany podkład na całej twarzy i szminka, której używają typowe dziwki. Na moje oko miała 15 lat.
Leo był tak w nią zapatrzony, że kompletnie nic do niego nie docierało. Poczułam się zazdrosna, jakby się zakochał, czy coś…
-Leo!! Zakochałeś się?!
-C-co? Przepraszam… Wspomnienia, wiesz.
-Ale jakie wspomnienia, kto to jest, do cholery?!
-To… To jest dziewczyna, która… Jest siostrą mojego byłego prześladowcy… I wiem, po co przyszła. Specjalnie sprowokowała Cię, żebym przyszedł razem z Tobą. Pewnie gdzieś tu jest… On i jego banda. Judyta, boję się!
-Leo, spokojnie, wszystko będzie okej. Kiedyś miałam ćwiczenia z samoobrony w szkole, to bardzo proste, musi działać instynkt.
-Ale oni są mega groźni…
-Spokojnie Leo, obronię Cię.- złożyłam na jego ustach pocałunek, on odwzajemnił go.
-Dziwnie to brzmi, że dziewczyna będzie mnie bronić- zaśmiał się.
-No trochę- przytaknęłam.- Jesteś gotowy?
-T-tak.

Wyłoniliśmy się zza krzaków i w tym momencie zauważyła nas dziewczyna.
Klasnęła, a potem pamiętam tylko ciemność…


Przepraszam ludziki za pięć dni spóźnienia! Jednak mi się kara wtedy nie skończyła, ale już jest wszystko okej ;) Wiem, że bardzo krótki ten rozdział, ale w ramach rekompensaty następny pojawi się w weekend.
Luv ya ;*

Judysta

czwartek, 2 czerwca 2016

Rozdział 23.

Na prawdę nie wiem, co mam robić. Mam temu komuś odpisać, czy nie? Iść tam jutro, czy nie? Jeśli nie pójdę, to ' będzie źle', ale jeśli pójdę, to może być gorzej...

Tak bardzo potrzebuję teraz Leo!

Ale zapomniałam, że lepiej jest mu w towarzystwie dziewczyny bez problemów, beztroskiej, z kupą hajsu i takiej, która kocha go nad życie...



Rozdział 23.



10:40... 

Płaczę.

Rzucam się po łóżku.

Wyrywam włosy.

Nie panuję nad sobą.

To chore.

Słyszę pukanie do drzwi. Idę do łazienki, próbuję się uspokoić, jednak marnie mi to wychodzi. Bardzo szybko poprawiam makijaż, rozczesuję włosy i zakładam okulary przeciwsłoneczne, z powodu oczywistego. 
Wychodzę z łazienki i idę do drzwi. Otwieram.

-Boże, co Ci się stało? Czekam tu już 10 minut!-krzyknął Leo mocno mnie przytulając. Leo... Co on tu robi? Przecież Ula jest ładniejsza, mądrzejsza i lepsza ode mnie.
-Po co przyszedłeś?
-Jestem mega głupi! Zachowałem się jak idiota, przepraszam.-powiedział bosko przygryzając wargę...- Idę z Tobą.
-No rzeczywiście głupio się zachowałeś. 
-Płakałaś?
-Co? N... Nie.
-To po co ci te okulary- powiedział i zdjął mi je z nosa. Zakryłam twarz rękami.
-Płakałaś... Nie przejmuj się, myszko. Razem sobie poradzimy i pójdziemy do tego pojeba. Już niedługo.
-Ale co zamierzasz?-spytałam odsłaniając twarz zza dłoni.
-Porozmawiać. Tylko tyle. Dziś.

Nie rozumiałam, co miał na myśli mówiąc "tylko tyle. dziś", ale nie pytałam o to. Bardzo doceniałam to, że przemyślał swoje zachowanie i przyszedł mi pomóc w tym momencie. Przez cały ten czas staliśmy w progu, a teraz weszliśmy do mnie i udaliśmy się do łazienki, żebym się ogarnęła. Pomalowałam się od nowa, uczesałam się porządnie i wtedy była już 11:32. Nikogo nie było w domu, więc zamknęłam dom i poszliśmy pieszo do parku.

***

-Nie wierzę... To znowu ona- powiedział mi do ucha Leo. Ogólnie to siedzimy w krzakach.
-Kto ona?


_____________________
No i tego dowiecie się w nexcie 😂😘

A ten pojawi się 5 czerwca <3

niedziela, 1 maja 2016

Rozdział 22.

Kiedy tak rozmawiali i się śmiali, dostałam smsa z nieznanego numeru... Jego treść to:
"Masz się odpierdolić od Leo, bo jak nie, to nogi z dupy powyrywam. Jutro o 12 w parku, jak nie, to będzie źle"
...


Rozdział 22.


-Leo...
-Słucham.
-Patrz...-powiedziałam roztrzęsiona.
Leo spojrzał na wyświetlacz mojego telefonu i prawie się nie przejął.
-Zazdrosna Bambino, nie przejmuj się -powiedział, po czym znów zaczął rozmawiać z Ulą. Tak świetnie się bawili... Leo nie rozumiał tego, że ja na prawdę się wystraszyłam. Takich smsów nie dostaje się na codzień, no i skąd jakaś 'zazdrosna Bambino' miała mój numer...? Nikt ze szkoły nie wiedział, że Leo to Leo. Więc na prawdę miałam prawo się bać.
-Leo, ale takiech smsów nie dostaje się na codzień... Skąd ten ktoś ma mój numer?-spytałam z niepokojem, by wzbudzić w nim jakiekolwiek emocje wiążące się ze mną, a nie tylko Ulą.
-Nie wiem- odparł szybko, po czym śmiał się z Ulą. Kompletnie ich nie słuchałam, byłam zbyt przejęta smsem.-nie przesadzaj.

Cooo? Nie przesadzaj? Przegiął.

Wzięłam bluzę i szybko wyszłam z jej domu. Pewnie nawet nie zauważyli. Udałam się pospiesznie na przystanek. Kiedy byłam już na miejscu, usłyszałam za sobą głos... Leo.
Swietnie, zobaczy mnie rozmazaną.
-Judyta! Co ty robisz?
-Leo, przegiąłeś! Jak mam nie przesadzać?! Myślałam, że mi jakoś pomożesz, a nie 'nie przesadzaj'! Ja mogę być w niebezpieczeństwie, a ty masz to kompletnie w dupie!
-Ja... Przepraszam.
-Gdzieś mam twoje przepraszam, wracaj do Uli-rzuciłam przez płacz i weszłam do autobusu. Nie raczył wsiąść ze mną.

Całą drogę do domu płakałam. Chłopak, na którym zależy mi najbardziej na świecie mnie wystawił dla mojej koleżanki. Rozumiem, że mogli złapać wspólny język, ale bez przesady. Gdyby nie jego wyśmienity humor, już dawno sprawa byłaby wyjaśniona. Ale nie, bo książę Devries jest najważniejszy i nie raczy się mną przejąć. Tym bardziej, że sprawa dotyczy też jego. Jeśli twierdzi, ż e to tylko jakaś zazdrosna Bambino, to niech się z nią spotka i po problemie. Ale nie, zapomniałam. Przecież on ma to wszystko gdzieś. W końcu mam nie przesadzać...

Ostatnio przypomniałam sobie kilka momentów z mojego 'poprzedniego' życia i wiem, że gdyby nie Ula, to byłabym najważniejsza w tamtym momencie. Tak bardzo przecież przejmował się tym, że się tnę. Gdybym mu powiedziała dzisiaj, to pewnie by się nie przejął.
Nie to nie, nie będę mu wchodzić do dupy. Jeśli woli Ulę, to trudno. Jeśli mu na mnie zależy, tak, jak mówił, powinien przeprosić i szczerze żałować.

Na prawdę nie wiem, co mam robić. Mam temu komuś odpisać, czy nie? Iść tam jutro, czy nie? Jeśli nie pójdę, to ' będzie źle', ale jeśli pójdę, to może być gorzej...

Tak bardzo potrzebuję teraz Leo!

Ale zapomniałam, że lepiej jest mu w towarzystwie dziewczyny bez problemów, beztroskiej, z kupą hajsu i takiej, która kocha go nad życie...
________________________________________________________
Elo melo 3 2 0 <3
Tak jak obiecałam jest rozdział <3
Jakby ktoś chciał, w notce pod next'em dam moje złote myśli XD Wiec pisać tam w komentarzach <3
ILYASM <3

sobota, 30 kwietnia 2016

Rozdział 21. + speszyl

Poszłam pod środek usypiający i na blok. A potem pamiętam tylko biały pokój... Zupełnie taki sam, jak przez ostatni miesiąc...



Rozdział 21.



Co? Czy ja jestem znowu w tym pieprzonym psychiatryku??
Próbuję ruszyć ręką -o, da się.
Jeszcze nie do końca wiem, co się dzieje, jakieś światło mnie oślepia.
Sprawdziłam, umiem ruszać wszystkim.
Kurde jak razi.
Przetarłam oczy ręką i powoli podniosłam sie z łóżka. Strasznie kręciło mi się w głowie.

Aaaaaa lecę!

Prawie się przewróciłam, ale jest okej, szafka mi pomogła.
Jestem... W moim pokoju? Czemu jest biały? I czemu moje łóżko jest takie twarde? I czemu nie mam żadnego bandaża na ręce? I czemu tu świeci jakaś lampa od dentysty?
Co jest grane? Co się do cholery dzieje?!


***


O boże, to był tylko sen!
Usiadłam na łóżku i popatrzyłam przez okno. Tak, to mój ogród. Nareszcie w domu! Wstałam i podeszłam do kalendarza. Dzisiaj 29 kwietnia! Urodziny mojej koleżanki Uli! No dobra, trzeba coś wymyślić... Czy ja mam w ogóle prezent? Coś się kupi. Ona jest Bambino...

Bambino...

Bambino!

Leo!

Omg mam świetny plan!!!
Pójdę do niej z Leo! Ale się ucieszy!
Jestem taka genialna!

Wciągnęłam telefon spod poduszki i napisałam do Leo: "Hej Książę, masz coś dziś w planach? Jeśli nie to potrzebuję Cię u mnie za pół godzinki. xoxo". Po krótkiej chwili otrzymałam smsa: "Coś się stało? Już lecę, princess! ❤ ". Odebrałam to jakby się wystraszył. Więc zapobiegawczo napisałam do niego: "Spokojnie, nic się nie dzieje. Czekam ;* ".
Położyłam się na łóżku i włożyłam do uszu słuchawki. Puściłam Bring Me The Horizon, miałam taką ochotę. Oczywiście przy ich piosenkach wymachuję głową i nogami i drę się bezdźwięcznie - no kto tak nie robi?

Usłyszałam pukanie do drzwi wejściowych. Szybko wyłączyłam muzykę i roztańczona poszlam otworzyć.
Nigdy nie zapomnę miny Leo, gdy zobaczył mnie wymachującą włosami i śpiewającą"True Friends".
-Wszystko z tobą okej?
-True friends... A... Tak- zaśmiałam się.- Wchodź, aj nid help.
-Tfuj perfekt inglisz mnie rozwala.
-No widzisz, jestem jak młotek...

Zaprowadziłam Leo do mojego pokoju i opowiedziałam mu mój plan. Na początku nie chciał się zgodzić, ale potem go przekonałam.

Ula mieszka po drugiej stronie miasta, więc poszliśmy na autobus. Musieliśmy jeszcze iść po prezent, ale w sumie Leo był prezentem...

Kupiłam jej dużą czekoladę i płytę Shawna Mendesa, chciała sobie ją kupić, więc ją wyręczyłam.


Po około godzinie od wyjścia z domu byliśmy na przystanku niedaleko domu Uli. Napisałam do niej żeby posprzątała szybko pokój. Ona odpisała z pytaniem "po co", a ja jej odpisałam "bo zaraz przyjdę z Leo". Ona odpisała: "Chciałabyś, marzycielko 😂 Idę ogarnąć speszyl for "Lijo", ale mi się nie chce, więc się nie spiesz xoxo". Widziałam, że nie weźmie tego na serio. Ale jak zobaczy swojego idola, to się zesra.

Po około siedmiu minutach byliśmy pod jej domem. Leo poszedł schować się za ścianą jej domu, a ja zadzwoniłam do drzwi. Tak, mam numer do drzwi.
-Hejooo! - przytuliła mnie Ula.
-Cześć- przywitałam się.
-Hahah, gdzie ten twój Leo?-zaśmiała się.
-Tam -pokazałam na róg, za którym się ukrywał.
-No dobrze, chodź marzycielko.
-Ale co? Nawet nie sprawdzisz?
-No ok, przejść się mogę.

Po kilku sekundach rozsadziło mi uszy...
-O boże, oooooo omg! Leo! Oooo! Jak?! Omg! O japierdole! Ooooooo! Kocham was!
-Spokojnie, polish queen.
-Omg! Ty mówisz!!! O jaaaaa! To tyyyy!
-Ula, wątpiłaś we mnie-zaśmiałam się.
-Mo... Mogę cię dotknąć?-zapytała
-Nie gryzę.-odpowiedział Leo śmiejąc się.
Po chwili Ula rzuciła się na niego, a on odwzajemnił uścisk.

Po kilku minutach euforii weszliśmy do jej domu. Wręczyłam jej prezent, z którego się ucieszyła, ale nie tak bardzo, jak z Leo- oczywiste. Ula poszła nam nalać picia i zaczęła rozmawiać z Leo. Wiele razy też mi dziękowała, mówiła, że jestem nieobliczalna i tak dalej...

Ua była bardzo szczęśliwa. Leo pewnie też, bo mógł nas uszczęśliwić. Bawili sie świetnie, złapali wspólny język. Leo jednak kłamał, że przyjechał tu tylko na chwilę, a pojutrze wyjeżdża. No i dobrze, nie chcę, żeby Ula mi go wzięła. Oczywiście myślę o tym w żarcie.

Kiedy tak rozmawiali i się śmiali, dostałam smsa z nieznanego numeru... Jego treść to:
"Masz się odpierdolić od Leo, bo jak nie, to nogi z dupy powyrywam. Jutro o 12 w parku, jak niej to będzie źle"
...



______________________________
No hejoooo, dzisiaj troche chyba długi rozdział. Ula w rozdziale na prawdę żyje i na prawdę ma urodziny 29 kwietnia xD Więc dlatego w komentarzach piszemy życzenia dla Uli ❤
Wszystkiego najlepszego! 💚💚💚
Next jutro 😘

środa, 27 kwietnia 2016

Rozdział 20.

Leo przechodząc już przez próg powiedział:
-Obiecuję.
I tyle go widziałam.



Rozdział 20.



Mija już dwudziesty czwarty dzień odkąd Leo mnie odwiedził... Nie dotrzymał obietnicy. Nie wyciągnął mnie stąd. Ma mnie gdzieś. Pewnie poszedł sobie do innej... Chociaż w sumie czemu miałby nie iść? Obiecał mi, że nie pozwoli, by mnie ktoś znowu wsadził do trumny, obiecał też, że mnie wydostanie z tego szpitala.

Obiecał, kurwa.

Mam coraz mniejszą ochotę do życia... Ostatnio pod materacem znalazłam pewne predmioty i liścik. Była tam wiadomość: "To na gorsze dni, twoja Mary"...
Mary dobroduszna gdzieś nade mną czuwa i wie czego potrzebuję.
Tęskniłam za tym uczuciem... Za tym skupieniem przy przecinaniu skóry... Za tym pieczeniem i bólem, który jednocześnie był wspaniały i uzależniał... Za moją dawną przyjaciółką - żyletką.
Jak co dzień położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać. Płacz przychodzi mi bardzo łatwo...
Tym razem jednak wyciągnęłam żyletki spod łóżka i popatrzyłam na nie. Jedna byla taka zwykła, druga była od maszynki jednorazowej, a trzecie było ostrze od strugaczki. Wybrałam tą pierwszą. Chwyciłam ją w palce i przyłożyłam do nadgarstka. Lekko docisnęłam i zrobiłam pierwsze cięcie na ręce. Trochę zapiekło, ale w tamtym momencie się to nie liczyło. Chciałam po prostu umrzeć.
Szybkim ruchem zrobiłam kolejną ranę. Tym razem mocniejszą. Od razu polała się z niej krew. Zaczęłam płakać. Jednak nie zaprzestałam tej czynności, którą robiłam w wielkim skupieniu.
Przyłożyłam ostrze do miejsca, w którym najbardziej widać żyłę. Docisnęłam mocniej niż dotychczas i podcięłam sobie żyłę.
-Judyta! Co ty robisz?!-usłyszałam głos.... Leo!
Widząc go w drzwiach rozpłakałam się i schowałam krwawiącą rękę pod kołdrę.
-Co ty... Pokaż mi to!
-Nie mów lekarzowi...
-Dlaczego to zrobiłaś?!
-Bo obiecałeś...
-Przyszedłem po ciebie właśnie! Boże... Co ty zrobiłaś?! Ty się chciałaś zabić?
-No...
-Boże... Jak ja to mam opatrzeć?-Leo zdjął koszulkę i owinął nią mój nadgarstek.
-Błagam, nie mów lekarzowi.
-Muszę...
-Nie! Błagam, Leo!
-Dobrze, pojedziemy do szpitala i powiemy, że upadłaś na kamienie i się rozcięłaś. A teraz chodź, idziemy stąd. Masz wypis.
-Jeju, tak się cieszę! Dziękuję.
-Skąd ty w ogóle miałaś żyletkę??
-Jakaś dziewczyna zostawiła pod łóżkiem na gorsze dni.-odpowiedziałam mu.
-O boże...
-Leo, dlaczego się nie odzywałeś przez 24 dni?
-Lekarz mi zabronił. Zabronił jakichkolwiek odwiedzin. A zrobił to, bo wie, że ja to ja. Jego córka jest Bambino.
-A to kiepsko...
-No niestety...-rozmawiając zdążyliśmy wejść już do taksówki.
-Do szpitala na Green Street.-powiedzial Leo do taksówkarza.
-O jaaa! Lijondri!-krzyknął z przejęciem szofer.
-No błagam pana... Jedźmy już!
-Dobrze, a czy mógłbym potem zdjęcie? Córka jest bam... Bam...
-Bambino- dokończyłam.
-Tak, właśnie.
-Będzie pan mógł, ale tylko kilka sekund.-powiedzial Leo
-Dobrze, dobrze.
Byliśmy już w połowie drogi. Gdy dotarliśmy na miejsce, Leo i taksówkarz zrobili sobie selfie, a potem poszliśmy szybkim krokiem do rejestracji. Na szczęście byly tylko dwie osoby.
Po zarejestrowaniu się usiedliśmy na krzesełkach. Moja ręka wciąż krwawiła, a Leo był w bluzie bez koszulki. Z widny wyszła jakaś dziewczynka z mamą miała może 11 lat.
-Mamo... Czy to... Leo?
-O jej... Co... Jak to?
-Omg omg omg omg! Leo z BAM!-dziewczynka zaczęła skakać i sie podniecać.
Podeszła do nas i powiedziała:
-Ooo, to ty, dziewczyna Leo... Każda Bambino cię już zna.
-Co?-zapytałam.
-Nooo... Leo wrzucał zdjęcia z tobą i nawet rap na snapie napisał, prawda?
-No tak...-przyznał Leondre.
-Mogę z wami zdjęcie?
-No jasne.-powiedział Leo i po zrobieniu sobie selfie dziewczynka sobie poszła bardzo się jarając. Nie dziwiłam jej się, w końcu marzeniem każdej Bambino jest spotkanie chłopaków czy zdjęcie z nimi.

Ujrzałam w drzwiach lekarza, który mnie zawołał. Kazał Leo zostać więc pożegnałam się i poszłam z lekarzem do gabinetu. Pytal co mi jest, ja mu opowiedziałam, że biegłam i przewróciłam się, a potem przecięłam o kamień. On popatrzył na moją ranę i stwierdził, że jest w nietypowym miejscu i to nie wygląda jak przecięcie kamieniem. Opowiedziałam mu jednak taką bajkę, że uwierzył. Potem powiedzial mi, że trzeba to zszyć, no i poszłam pod środek usypiający i na blok. A potem pamiętam tylko biały pokój... Zupełnie taki sam, jak przez ostatni miesiąc...



_____________________________________
Elo Melo 320 😂
Ten rozdział dłuższy troszkę, ale to przez Kasię, brawo Kasia! 💖 (luj) 😂😂😚😍
Next pojawi się w piątek 💙
ILYASM 💚💚💚💚
Komentować 😚